Nie jest moją intencją dopiec Kasi Tusk, której wcale nie znam – wygląda na ładną i sympatyczną dziewczynę, nie mówi niczego specjalnie głupiego (ani mądrego). I tylko taka dziewczyna może zostać gwiazdą, bo w kwestii elit panuje egalitaryzm.

REKLAMA
Świetnie rozumiem złość osób sfrustrowanych sukcesami medialnymi Kasi Tusk. Dowodzą oni, że panna Tusk niczym szczególnym się nie wyróżnia i tym samym nie zasługuje na status gwiazdy. Zwolennicy twierdzą zaś, że jej sukcesy medialne są zasłużone. Wszyscy mają rację, bo dziś gwiazdy muszą być przede wszystkim przeciętne. Nie lubimy po prostu, by ktoś imponował nam na tyle, byśmy nie byli w stanie się z nim identyfikować. Wystarczy spojrzeć na całą plejadę celebrytów by się przekonać, że żaden z nich nie jest pod żadnym względem wybitny. Mega Gwiazda Kasia Cichopek ma powierzchowność dziewczyny sprzedającej gofry na deptaku, Małaszyński równie dobrze mógłby rozwozić pizzę, odpowiedniczkę Dody nie tak trudno byłoby znaleźć na dowolnej dyskotece – wystarczyłoby poszukać ładnej, zgrabnej i wyszczekanej blondyny. Je nie odmawiam im urody czy zdolności, ale żadne z nich nie jest wybitne. A że nie jest to wyłącznie polska specyfika przekona się każdy, kto postara się dostrzec cokolwiek wybitnego w Justinie Bieberze. To nie jest Caruso, przed którym kobiety mdlały, a mężczyźni zdejmowali kapelusze. Justina, Kasię Cichopek czy Tusk, Dodę - każde z nich bez zażenowania zawołalibyśmy po imieniu na ulicy, poklepalibyśmy po ramieniu. Na poufałość taką z pewnością nie pozwolilibyśmy sobie wobec Marleny Dietrich, czy choćby Ewy Demarczyk.
Prymat średniactwa panuje zarówno w pop kulturze, jak i w polityce. Już od wielu dekad nie ma w w Polsce, ani na świecie osobowości tego formatu, co Charles de Gaulle, Konrad Adenauer, czy choćby Margaret Thatcher. Najwyraźniej w dobie demokracji - dyktowanej nie tyle konstytucją, co wpływem internetu - nie chcemy już idoli, którzy mogli by nas onieśmielać, wprawiać w zakłopotanie. Winston Churchill nie pozwoliłby dziennikarzowi odpytywać się na okoliczność, czy mianowicie woli nosić slipki czy bokserki, tak jak to zrobił Bill Clinton. ...Ale Churchill przegrał wybory ubiegając się o reelekcję, a Clinton wygrał!
O cóż więc mieć pretensję do Kasi Tusk? Że jest przeciętna, czy że że jest gwiazdą? Bo trudno mieć pretensje o te dwie rzeczy jednocześnie. Raczej miejmy pretensje do siebie samych, że kierowani kompleksami nadajemy status gwiazdy tylko tym, którzy Broń Boże nas nie przerastają.