Himilsbach krzyknął kiedyś do wyjącej wokalistki: „Żebyś ty tak dolary fałszować umiała!” Miller śpiewający "Mury" Kaczmarskiego potwierdził po raz tysięczny, że jego naturą jest fałsz.
REKLAMA
Spotkałem kiedyś bardzo starego nowojorskiego jubilera, Żyda pochodzącego z Polski. Z rozrzewnieniem wspominam nasze rozmowy, podczas których ów nowojorczyk mówił językiem znanym dziś jedynie ze szmoncesów. Szczególnie zabawnie brzmiały inwektywy. Nawykły do prostackich obelg i wulgaryzmów z uśmiechem słuchałem, jak ten sympatyczny pan trzęsąc się z oburzenia krzyczał o Romanie Dmowskim: „łobuz, bezczelny bandyta!” Dopiero po niewczasie uprzytomniłem sobie, jak potężny ładunek emocjonalny tkwił w tych słowach. Mój blisko dziewięćdziesięcioletni rozmówca krzycząc „łobuz” miał wciąż w pamięci, jak bito w twarz jego brata studiującego na Uniwersytecie, jak upokarzano jego matkę i ojca, jak... Nie chcę wyliczać dalej – za bardzo się denerwuję, za bardzo się wstydzę.
Wciąż żyją ludzie, którzy do późnej starości wspominać będą upokorzenie, bicie, więzienie. Ciągle jeszcze żyją matki, żony i dzieci górników zastrzelonych w kopalni. Dopóki oni żyją, komunizm nie jest wyłącznie zagadnieniem historycznym – jest wciąż żywym ludzkim cierpieniem. I przez wzgląd na to cierpienie nie wolno temu cynicznemu łajdakowi Millerowi fałszować piosenek Kaczmarskiego, fałszować historii. Wiem, pamiętam: była gruba kreska. Aktem łaski tego szlachetnego narodu zaniechano rewanżu, czyli „nie powywieszano wszystkich zdrajców stanu” - jak śpiewał Jacek Kaczmarski o zdrajcach sprzed 200 lat.
W dobie popularności Dody i Kuby Wojewódzkiego przywykliśmy każde chamstwo nazywać zachowaniem kontrowersyjnym, a zwykłą bezczelność asertywnością. Dla mnie Miller nie jest asertywny, ani kontrowersyjny. Jest BANDYTĄ, BEZCZELNYM ŁOBUZEM!
