Być może jestem cyniczny i małostkowy, ale obawiam się, że po kryzysie ukraińskim będziemy jak książę Poniatowski w nurtach Elstery: z honorem, ale spłukani…

REKLAMA
Choć poglądów na politykę polską wobec konfliktu na Ukrainie jest sporo, to ja czuje się niedoinformowany. Wciąż nie wiem, jakie konsekwencje ekonomiczne mogą mieć poczynania polskiego rządu, jakie cele powinniśmy sobie wyznaczyć, i jakich zagrożeń unikać. Co możemy zyskać, a co stracić. Dyskusja toczy się wokół „racji stanu” – zupełnie tak, jakby nie wypadało zapytać i o interes, jakby pytanie o gospodarcze aspekty naszych poczynań oznaczało kapitulanctwo, czy brak honoru. Być może jestem cyniczny i małostkowy, ale obawiam się, że po kryzysie ukraińskim będziemy jak książę Poniatowski w nurtach Elstery: z honorem, ale spłukani…
Nie zamierzam krytykować polityki rządu, ani spierać się z opozycją. Brak mi odpowiedniego przygotowania, i wiedzy. Odnoszę jednak silne wrażenie, że tej wiedzy brakuje nie tylko mi w dyskusjach o Ukrainie. A może nie tyle wiedzy, ile skupienia na zagadnieniach konkretnych, wymiernych, skutkujących czynnikami ekonomicznymi. Ja sam zżymam się kiedy czytam o Francuzach, którzy sprzedają Rosji okręty wojskowe, Włochach budujących z nimi gazociąg przez Morze Czarne, albo Brytyjczykach, którzy tonizują sankcje ekonomiczne z obawy o koniunkturę londyńskiego city. Nie uważam, by polityka realizować miała wyłącznie interes ekonomiczny z całkowitym pominięciem moralności, ale zżymam się na myśl, ze Polska po raz któryś w swej historii zechce realizować politykę realizującą postulaty moralne z całkowitym pominięciem interesów ekonomicznych.
Przepraszam za boleśnie uproszczone podsumowanie naszych interesów z Rosją, ale wyglądają ona następująco: my od Rosji kupujemy surowce, których nie za bardzo możemy kupić od kogo innego; Rosja od nas kupuje przede wszystkim produkty rolno spożywcze, które z łatwością może kupić gdzie indziej. Dodatkowo, Rosja swe surowce może upłynnić na światowych rynkach znacznie łatwiej, niż my swą produkcje rolno spożywczą. To oczywiście nie cała prawda o ekonomicznych powiązaniach pomiędzy Rosją a Polską, bo dochodzą do tego zagadnienia naszego członkowstwa w UE, NATO, itd. Ale to nad wyraz skrótowe podsumowanie uwypukla naszą, nad wyraz niedogodną pozycję w relacjach z Rosją.
Rozumiem doniosłość faktu, że Rosja dokonuje najpierw inwazji wojskowej, a potem aneksji części terytorium niepodległego państwa. Państwa, które mogłoby i powinno być naszym ważnym sojusznikiem. …Ale i konkurentem na rynku wspólnoty europejskiej, o ile stanie się jej uczestnikiem, bo Ukraina mogłaby znacząco konkurować z naszym rolnictwem, które jest wciąż szalenia ważnym dla naszego eksportu. Z racji nadzwyczaj urodzajnych ziem i taniej siły roboczej potencjał produkcyjny ukraińskiego rolnictwa mógłby stanowić morderczą konkurencję dla naszych rolników i przetwórców, którzy już teraz funkcjonować muszą w warunkach nadprodukcji żywności w UE.
Myli się, kto interpretuje moje uwagi jako sugestie za zdradzeniem Ukrainy, pozostawieniem jej samotnie wobec militarnej agresji rosyjskiej. Ja tylko dopominam się o poszerzenie dyskusji wokół sprawy Ukrainy, a argumenty naszego interesu, racji ekonomicznych, skutków finansowych. Nie sugeruję przy tym, że racje plantatorów kartofli musza zwyciężyć postulat niesienia pomocy rannym na Majdanie, a koniunktura w jogurtach owocowych ma być silniejsza, niż chęć poprawy relacji narodów polskiego i ukraińskiego. Nie bójmy się jednak zapytać o ten interes polskich spółdzielni mleczarskich, policzmy kartofle, kurczaki i świnie, które eksportujemy na wschód; zapytajmy o koszt norweskiego gazu, albo przeanalizujmy realność importu gazu skroplonego z USA. Bo póki co Amerykanie przysłali nam kilkanaście samolotów bojowych (na jakiś czas), a czy przysyłać zechcą tankowce wypełnione gazem, którego zresztą póki co wcale nie eksportują? Weźmy to wszystko pod uwagę i podejmujmy roztropne decyzje. Szukajmy rozwiązań skutecznych i korzystnych: dla nas, dla Ukrainy, dla UE. Szukajmy rozwiązań, na które nas stać.
Więcej, szukajmy rozwiązań, które wykorzystują obecną sytuację dla realizacji naszych strategicznych interesów: lobbujmy zapamiętale o wspólny rynek energetyczny EU!
Minister Beck zakończył swe expose w polskim parlamencie w maju 1939 roku słowami: „Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor.” Pięknie i honorowo. Ja chciałbym jednak poznać tę cenę honoru, by dysponować nim w pełni świadomie.