
Dlaczego organizuje się targi produktów dizajnerskich, rękodzielniczych? To dość proste: takich rzeczy nie ma w sklepach! Dla jednych, to impreza dla hipsterów, dla innych, dla polskiej klasy średniej. Tylko czy ona istnieje, i czy jest zainteresowana polskim dizajnem?
REKLAMA
5 i 6 kwietnia w Domu Braci Jabłkowskich w Warszawie odbędzie się druga edycja Targów Rzeczy Ładnych – imprezy, której celem jest promocja i popularyzacja dobrego designu dostępnego dla szerokiej publiczności. Swoje produkty zaprezentuje kilkadziesiąt polskich firm i projektantów, z warsztatami, prezentacjami i panelami dyskusyjnymi poświęconymi projektowaniu, pracy designerów i ich dokonaniom, a także historii wzornictwa w Polsce. Wydarzeniu towarzyszyć będą wystawy dla dzieci i dorosłych. Oglądać i kupować będzie można meble, lampy, ceramikę, tkaniny, książki. Graficy będą prezentowali i sprzedawali swoje plakaty, serigrafie, druki, książki i notesy.
Impreza cieszy się sporym zainteresowaniem, czego powód jest dość oczywisty: na naszym rynku mebli i artykułów wyposażenia wnętrz panuje dyktat taniochy i luksusu. Z jednej strony oferta w stylu „Meble Bodzio” z drugiej concept story oferujące głównie zachodnie marki i ich liczne chińskie podróbki. Centralne miejsce na naszym rynku zajmuje Ikea, dla której nie ma praktycznie alternatywy - jeśli szukamy bezpretensjonalnego nowoczesnego dizajnu. Ten fenomen polskiego rynku tłumaczyło mi naprawdę wiele osób, które od lat sprzedają meble i artykuły gospodarstwa domowego. Wedle ich zdania, Polska jest taka jak Rosja: są biedni i bogaci, a klasy średniej praktycznie nie ma. Jeśli już jest, to pieniądze wydaje na mieszkania, samochody, gadżety elektroniczne, zagraniczne wakacje. Prawie nigdy nie kupuje sztuki użytkowej, ciekawych tkanin, ceramiki, obrazów, czy autorskich mebli. Z mebli najwięcej pieniędzy przeznacza na wyposażenie kuchni.
Oczywiście można negować powyższe stwierdzenia, przywoływać przykłady znajomych, którzy kupili ciekawy drobiazg, czy wręcz dzieło sztuki. Ale statystycznie rynek ten jest niemal niedostrzegalny. I nie jest to wyłącznie kwestią niższych niż na zachodzie dochodów polskiego społeczeństwa. Zważcie sami, Drodzy Czytelnicy, czy częściej widujecie u znajomych smartfon za 2,5 tys, czy nową grafikę, tkaninę, czy mebel, który nie byłby wyprodukowany w fabryce.
Kiedy rozmawiałem o tym wszystkim z Ajką Mroczkowską, która jest jednym z organizatorów Targów Rzeczy Ładnych, oboje zafrasowaliśmy się dość mizernym zainteresowaniem szerokiej publiczności ciekawym dizajnem, rękodziełem, czy wręcz sztuką. Ale Ajka zwróciła mi uwagę, że przecież jeszcze kilka lat temu terminu „polski dizajn” używano wyłącznie przy okazji wystaw czy ekspozycji muzealnych, a teraz zaczynają się nim interesować ludzie nie związani zawodowo ze sztuką. Na pierwszą edycję Tragów Rzeczy Ładnych pofatygowało się do praskiego Soho Factory sześć tysięcy osób, a teraz z racji lepszej lokalizacji (w samym sercu Warszawy) można się spodziewać znacznie więcej zwiedzających.
No cóż, wierzę w to, i obym się nie mylił, bo sam się wybieram do Domu Braci Jabłkowskich, do czego i Was, Droczy Czytelnicy serdecznie zachęcam! Kto wie, może z tym polskim dizajnem będzie tak samo dobrze jak z hamburgerami: najpierw był to wynalazek wyłącznie dla hipsterów, ale teraz, ekskluzywna bułka z kotletem w środku jest przywilejem pożądanym przez niemal wszystkich :-)
Możecie zajrzeć na FB, żeby poczytać i pooglądać więcej:
