REKLAMA
To było w czasie „kolędy”. Drugiej albo trzeciej mojej „kolędy” w ZSRR. Wydeptaną na śniegu ścieżynką doszliśmy z zakrystianem do kolejnej chaty. Niby w centrum wioski, ale jakoś w oddali od innych domów. Zastukaliśmy do drzwi. Nikt nie odpowiedział. Nacisnęliśmy klamkę, drzwi otworzyły się bez trudu. Po środku izby w trumnie leżał zmarły gospodarz przykryty prześcieradłem. Na stole leżało mięso przygotowywane zapewne na nocne czuwanie przy zmarłym. Ale to miało być dopiero nocą. A teraz w izbie poza nami-kolędnikami i zmarłym gospodarzem, nie było nikogo. Pewnie mieszkał sam jeden. Sąsiedzi dowiedzieli się o śmierci, szybko zbili z desek trumnę, położyli w niej zmarłego, zarżnęli cielaka na stypę i poszli do swoich zajęć. Śmierć weszła w codzienność, ale codzienność musi toczyć się swoim rytmem. Wieczorem znów się zbiorą, będą wspominać, modlić się i czuwać przy zmarłym. Takie czuwania gromadziły wszystkich mieszkańców wioski. Nie liczyło się już wtedy jak żyli ze zmarłym w ostatnich miesiącach czy latach. Nie ważne jakiej byli religii, czy rozmawiali ze sobą, czy toczyli ze sobą spory w sądach. Śmierć zacierała to wszystko, co było jeszcze wczoraj nie do przezwyciężenia.
Bywało i to niestety nagminnie, że wspomagając się w takim nocnym czuwaniu, sięgali po flaszkę czegoś mocniejszego. Zazwyczaj obywało się bez skandali. Gdy jednak czuwających było mniej a flaszek więcej, zdarzało się, że kolejny kieliszek wznosili nie na wspomnienie zmarłego ale za zdrowie leżącego w izbie nieboszczyka. Zdarzało się i tak, że zamiast pieśni nabożnych któryś z żałobników przebudziwszy się zaintonował gromkim głosem czastuszkę albo jakąś pieśń rewolucyjną. Różnie bywało.
Gdy usłyszałem jak w drugą rocznicę katastrofy pod Smoleńskiem, wspominający tamtych tragicznie zmarłych śpiewali gromkimi głosy „sto lat” i skandowali na przemian: Jarosław, Jarosław i Antoni, Antoni, to przypominały mi się tamte wschodnie żałobne zwyczaje. Tamte opowieści o żałobnikach tak zmęczonych nocnym czuwaniem przy zmarłym, że idąc na cmentarz wysypali zmarłego z trumny, potknąwszy się ze zmęczenia.
