Ćwierć wieku temu siedziałem w seminaryjnej ławie i słuchałem wykładów, prelekcji, refleksji i świadectw księży, którzy towarzyszyli nam przez sześć lat przygotowań do święceń kapłańskich. Nie była to tylko filozoficzno-teologiczna teoria. Co jakiś czas każdy z wykładowców, prefektów, ojców duchownych, a nawet sam rektor dodawał coś od siebie. Dzielili się swoim kapłańskim doświadczeniem. Sięgali do swoich duszpasterskich spotkań z wiernymi. Niemal wszyscy oni powtarzali wówczas przestrogę, którą chciałbym teraz przytoczyć.
REKLAMA
Ludzie wiele wam wybaczą. Wierni potrafią być bardzo wyrozumiali dla potknięć, błędów i zaniedbań swoich księży. Jednego wam nie zapomną. Jeśli dostrzegą w was zachłanność, chciwość i zdzierstwo, to takimi już w ich oczach zostaniecie na zawsze. Większość z nich wysupła to, czego żądacie, pożyczy i zapłaci, ile zaśpiewaliście, podporządkują się waszym wymaganiom, ale już na zawsze pozostaniecie w ich oczach dusigroszami bez serca.
Przeczytałem komunikat o efektach, a raczej o braku efektów kolejnego spotkania strony rządowej i kościelnej w sprawie reformy finansowania niektórych działań Kościoła w miejsce tak zwanego funduszu kościelnego. Kościół prowadzi konstruktywny dialog z władzami, ale domaga się, by odpis podatkowy wynosił nie 0.3% ale 0.5%, 0.7%, 0.8% a najlepiej 1% . W ślad za tymi cyferkami pojawia się wizja zamykanych placówek Caritas, pustych garnków w jadłodajniach dla ubogich, nieremontowanych schronisk dla bezdomnych i zabytkowych ołtarzy zaatakowanych przez wilgoć w nieogrzewanych świątyniach.
Wszystko toczy się do przodu i zapewne za jakiś czas strony dojdą do porozumienia. Obawiam się jednak, że po tych tygodniach czy miesiącach publicznych sporów na ten temat, w sercach wielu pozostanie tylko obraz Kościoła domagającego się od społeczeństwa kolejnej daniny. To najgorsze, co nam mogło się przydarzyć. To już nie obraz zachłannego proboszcza, ale obraz zachłannego Kościoła. To może być kropla, która przeleje czarę goryczy. A co będzie potem?
