REKLAMA
„ Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: Odszedł od zmysłów.” / Mk 3,20-21 /
Świat, w którym przyszło nam żyć, jest jeden. Są oczywiście pośród nas i tacy, którzy wierzą święcie w istnienie światów alternatywnych. Wierzyć i nie wierzyć może każdy i to we wszystko, co komu rozum, serce, przeczucie, czy nawet mistyczne doświadczenie podpowiada. Ale wracając do tej podstawowej dla większości z nas prawdy o jedynym świecie, by go na nasz własny użytek uporządkować, skomplikować, zantagonizować - podzieliliśmy go na niezliczoną liczbę światów funkcjonujących obok siebie, pośród siebie, ze sobą, przeciwko sobie, Przyroda ożywiona i nieożywiona, góry i doliny, świat widzialny i niewidzialny, ludzie i stworzenia człekokształtne, młodzi i starzy, Żydzi i Grecy, swoi i obcy. Pośród tych podziałów dzisiejsze czytanie Ewangelii przypomina jeszcze jeden. O Jezusie nawet jego bliscy w pewnym momencie sądzili, że odszedł od zmysłów. To znaczy w języku potocznym, że pomieszało mu się w głowie, że stał się nienormalny. A dostrzegli to ci, którym się w głowach nie pomieszało i zdecydowali, że coś z Nim nie tak i że coś trzeba z Nim zrobić.
Do czyjejś głowy mało kto zajrzeć może bez sprawienia, aby ta głowa nie przestała służyć skutecznie jej właścicielowi. A jeśli już w ten lub inny sposób zajrzymy człowiekowi do głowy, to jeszcze wcale nie znaczy, że potrafimy trafnie zinterpretować to, co w niej zobaczymy. Można oczywiście oddać te obrazki z głowy wzięte albo i samą głowę wraz z jej właścicielem w ręce specjalistów, by nam opowiedzieli, co w tej głowie piszczy. Zazwyczaj jednak takich badań dokonujemy na sobie wzajemnie, na własny użytek, bez wykorzystywania naukowej aparatury i, na szczęście, bez otwierania głowy badanemu.
My, którzy znamy się na co dzień, dzielimy dostępny naszemu poznaniu świat na normalnych i pomylonych, zdrowo myślących i szurniętych, na takich, co dobrze władają zmysłami i tych, co odeszli od zmysłów. Do takiej diagnozy nie potrzeba zazwyczaj wiele. Wystarczy, że ktoś zacznie się ubierać, czesać albo zachowywać inaczej niż uznaliśmy w naszym małym świecie, za normalne. Że odstąpi na prawo czy lewo od normy, to znaczy od powszechnego zwyczaju, od utartych zasad, od powszechnego przekonania. Bo w tej dziedzinie obiektywne normy nie istnieją. To my sami zwykliśmy określać, kto normalnie chodzi w kieracie codzienności, a kto się z tego chodzenia wyłamuje i tym samym oddziela się od normalnych i odchodzi od nas, i od zmysłów.
Czasem to nieliczna grupka chodzi ulicami miasta albo usiądzie pod namiotem, albo na sportowej trybunie lub wejdzie na mównicę i nazywa wszystkich wokoło szalonymi, nienormalnymi i temu podobnie. Zdarza się i tak, że to na wielkim zgromadzeniu, publicznie, piętnuje się nielicznych szurniętych i pomylonych. Najczęściej jednak taka wiwisekcja ludzkich głów dokonuje się w naszych własnych głowach, w zaciszu domowym, na prywatny użytek. Co pewien czas można usłyszeć przez ścianę mieszkań w blokowisku wyrywające się z głębi oświeconego natchnieniem umysłu wołanie: Zobacz Zosiu, on przecież zwariował. Zgłupiał, czy co? Jej to się zupełnie pomieszało w głowie. Odbiło im wszystkim...
Ci bliscy Jezusa, którzy znali Go od dzieciństwa, którzy współkształtowali jego zwyczaje, zachowania i poglądy, jako pierwsi dostrzegli, że stał się inny. Uznali, że coś z Nim nie tak. A przecież taki nienormalny może cień rzucić na gniazdo, z którego wyfrunął w świat. Może zagrozić wizerunkowi małej ojczyzny. A nuż ci, którzy Go spotkają, pomyślą, że u nas wszyscy są tacy jak On. Wyruszyli więc, by Go powstrzymać. A takich wyruszających ich śladem widziała historia wielu. Jednych pozbawiali obywatelstwa, innym dawali paszport bez prawa powrotu, jeszcze innym zamykali usta w ten lub inny sposób. Wyrywali z książek stronice dotyczące takich nienormalnych, skuwali z pomników ich imiona, nawet ich groby pokrywali asfaltem, by imienia ich nikt nie wspominał.
Bliscy Jezusa, tam gdzie Go wreszcie znaleźli, zobaczyli, że sprawy zaszły już bardzo daleko. Wokół ich ziomka i krewniaka gromadziły się tłumy tak liczne, że i trudno było nie tyle próbować zamknąć Mu usta, ale nawet podejść blisko do Niego. Ewangelista milczy na temat spotkania tej nazaretańskiej delegacji z Jezusem. Czy wrócili do swych domostw odmienieni tym spotkaniem, czy raczej zniechęceni bezskutecznością swej misji? Czy zrewidowali swoje poglądy o Jezusie po tym, co zobaczyli i usłyszeli, czy też utwierdzili się tylko w przekonaniu, które sprowokowało tę wyprawę? Nawet głębokie przekonania mogą okazać się mylne. Nawet powtarzana przez wszystkich wokoło wieść może nie zawierać najmniejszego ziarenka prawdy. Pamiętajmy o tym, zanim o kimkolwiek powiemy - czy choćby pomyślimy, że odszedł od zmysłów.
Do czyjejś głowy mało kto zajrzeć może bez sprawienia, aby ta głowa nie przestała służyć skutecznie jej właścicielowi. A jeśli już w ten lub inny sposób zajrzymy człowiekowi do głowy, to jeszcze wcale nie znaczy, że potrafimy trafnie zinterpretować to, co w niej zobaczymy. Można oczywiście oddać te obrazki z głowy wzięte albo i samą głowę wraz z jej właścicielem w ręce specjalistów, by nam opowiedzieli, co w tej głowie piszczy. Zazwyczaj jednak takich badań dokonujemy na sobie wzajemnie, na własny użytek, bez wykorzystywania naukowej aparatury i, na szczęście, bez otwierania głowy badanemu.
My, którzy znamy się na co dzień, dzielimy dostępny naszemu poznaniu świat na normalnych i pomylonych, zdrowo myślących i szurniętych, na takich, co dobrze władają zmysłami i tych, co odeszli od zmysłów. Do takiej diagnozy nie potrzeba zazwyczaj wiele. Wystarczy, że ktoś zacznie się ubierać, czesać albo zachowywać inaczej niż uznaliśmy w naszym małym świecie, za normalne. Że odstąpi na prawo czy lewo od normy, to znaczy od powszechnego zwyczaju, od utartych zasad, od powszechnego przekonania. Bo w tej dziedzinie obiektywne normy nie istnieją. To my sami zwykliśmy określać, kto normalnie chodzi w kieracie codzienności, a kto się z tego chodzenia wyłamuje i tym samym oddziela się od normalnych i odchodzi od nas, i od zmysłów.
Czasem to nieliczna grupka chodzi ulicami miasta albo usiądzie pod namiotem, albo na sportowej trybunie lub wejdzie na mównicę i nazywa wszystkich wokoło szalonymi, nienormalnymi i temu podobnie. Zdarza się i tak, że to na wielkim zgromadzeniu, publicznie, piętnuje się nielicznych szurniętych i pomylonych. Najczęściej jednak taka wiwisekcja ludzkich głów dokonuje się w naszych własnych głowach, w zaciszu domowym, na prywatny użytek. Co pewien czas można usłyszeć przez ścianę mieszkań w blokowisku wyrywające się z głębi oświeconego natchnieniem umysłu wołanie: Zobacz Zosiu, on przecież zwariował. Zgłupiał, czy co? Jej to się zupełnie pomieszało w głowie. Odbiło im wszystkim...
Ci bliscy Jezusa, którzy znali Go od dzieciństwa, którzy współkształtowali jego zwyczaje, zachowania i poglądy, jako pierwsi dostrzegli, że stał się inny. Uznali, że coś z Nim nie tak. A przecież taki nienormalny może cień rzucić na gniazdo, z którego wyfrunął w świat. Może zagrozić wizerunkowi małej ojczyzny. A nuż ci, którzy Go spotkają, pomyślą, że u nas wszyscy są tacy jak On. Wyruszyli więc, by Go powstrzymać. A takich wyruszających ich śladem widziała historia wielu. Jednych pozbawiali obywatelstwa, innym dawali paszport bez prawa powrotu, jeszcze innym zamykali usta w ten lub inny sposób. Wyrywali z książek stronice dotyczące takich nienormalnych, skuwali z pomników ich imiona, nawet ich groby pokrywali asfaltem, by imienia ich nikt nie wspominał.
Bliscy Jezusa, tam gdzie Go wreszcie znaleźli, zobaczyli, że sprawy zaszły już bardzo daleko. Wokół ich ziomka i krewniaka gromadziły się tłumy tak liczne, że i trudno było nie tyle próbować zamknąć Mu usta, ale nawet podejść blisko do Niego. Ewangelista milczy na temat spotkania tej nazaretańskiej delegacji z Jezusem. Czy wrócili do swych domostw odmienieni tym spotkaniem, czy raczej zniechęceni bezskutecznością swej misji? Czy zrewidowali swoje poglądy o Jezusie po tym, co zobaczyli i usłyszeli, czy też utwierdzili się tylko w przekonaniu, które sprowokowało tę wyprawę? Nawet głębokie przekonania mogą okazać się mylne. Nawet powtarzana przez wszystkich wokoło wieść może nie zawierać najmniejszego ziarenka prawdy. Pamiętajmy o tym, zanim o kimkolwiek powiemy - czy choćby pomyślimy, że odszedł od zmysłów.
