REKLAMA
„Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach.” / Mt 13,1-3 /
Media donosiły jakiś czas temu o nowej inicjatywie duszpasterskiej w jednej z diecezji, a mianowicie o nadmuchiwanych kaplicach, które w miejscach licznego zgrupowania turystów mogłyby stać się sanktuarium modlitwy, skupienia i adoracji. Przy wejściu do kościołów w innej diecezji można wypożyczyć specjalne chusty celem okrycia nazbyt wyeksponowanych, podczas spacerów, wdzięków niewieścich, a może i dla zabezpieczenia przed chłodem kościelnych wnętrz. Pośród kapłanów krąży, niesprawdzona co prawda, wieść o jednym z księży, który to w poszukiwaniu dusz zabłąkanych przemierzał plaże nudystów odziany jedynie w koloratkę.
Lato obfituje w tego typu kwiatki i to nie tylko dlatego, że to sezon ogórkowy w mediach i czymś należy zapełniać czas antenowy. Tego typu inicjatywy, a w ślad za nimi informacje, związane są ze zjawiskiem zauważalnego przerzedzenia szeregów wiernych uczestniczących w niedzielnej Mszy świętej w okresie wakacyjnym.
Można oczywiście głosić płomienne pouczenia z wysokości ambony o obowiązkach chrześcijanina, z których ani wyjazd integracyjny, ani wczasy wykupione z takim trudem, ani nawet zlot rodzinny w jakimś atrakcyjnym rejonie, nie zwalniają. Można, imając się wyżej wzmiankowanych sposobów, podążyć za wiernymi w miejsca, do których wybyli z kościołów. Można z żalem załamywać ręce na myśl o upadku pradawnych obyczajów i o diabelskich pułapkach czyhających latem na naszych współbraci. Można wreszcie zdać się na skuteczność całorocznej posługi duszpasterskiej pośród naszych wiernych i liczyć na ich gorliwość, odpowiedzialność i pobożność, którą zabiorą ze sobą, dokądkolwiek się udadzą.
Choćby wszystkie stacje telewizyjne transmitowały święte celebracje, na każdej plaży dyżurował obok ratownika gorliwy kaznodzieja, a obok budki z lodami i flądrą stała nadmuchiwana kaplica, niewiele to pomoże. Niezainteresowani i tak nie skorzystają, a szukający dziury w całym powiedzą, że godzina transmisji im nie odpowiada, kaznodzieja mówi zbyt monotonie, a w kaplicy nie ma klimatyzacji.
Jezus tym razem nie naucza w świątyni ani w synagodze, ani nawet na wzgórzu, by Go lepiej słyszano. On usiadł sam jeden na brzegu jeziora. Tego wystarczyło, by przechodzący mimo usiedli obok Niego. Chwilę później wieść o Nim dotarła do tak wielu, tak wielu poruszyła, że tłum gromadzący się na brzegu jeziora zmusił Jezusa do nauczania z łódki kołyszącej się na falach. Żadnych plakatów, reklamy objazdowej, chrześcijańskich SMS-ów i apostolskiej agitacji.
Kościoły w naszym kraju nie tylko łatwo rozpoznać pośród innych otaczających je budynków, ale i dotrzeć do nich można bez większego trudu z każdego nieomal miejsca naszej pięknej Ojczyzny. W wielkich miastach naszego kraju zbudowaliśmy dziesiątki, a nawet setki świątyń, a frekwencja maleje z roku na rok i to nie tylko w czasie wakacji.
Może spoza klinkierowych ścian i nadętych homilii niektórym trudno dostrzec Tego, Który siedział na brzegu jeziora? Jakoś nie chce mi się wierzyć w duchową samowystarczalność współczesnych pokoleń i nieadekwatność ewangelicznego orędzia do wyzwań naszych czasów. Może zamiast nadmuchiwać kolejną kaplicę warto by upuścić trochę powietrza z nadętej retoryki i zadumać się nad usunięciem prawdziwych przeszkód na drodze do spotkania Mistrza.
