REKLAMA
Właśnie przeczytałem, że redaktor Terlikowski publicznie i dobitnie jak zwykle, wezwał polski Episkopat, by wyraźnie stanął w obronie zagrożonych jak nigdy dotąd wartości chrześcijańskich. Wartości chrześcijańskich chrześcijanin zobowiązany jest bronić, a już hierarchowie powinni to czynić niejako z urzędu. Pan Terlikowski autorytatywnie stwierdził, iż niejaka „Madonna” jest narzędziem w rękach złego i należy zmobilizować wszystkich w naszym kraju, albo choćby w Warszawie, gdzie ma się odbyć koncert tego „narzędzia”, by dali mu odpór. Już sobie wyobrażam listy pasterskie biskupów na ten temat. Wszystkie katolickie czasopisma z pewnością się do tego apelu redaktora Terlikowskiego przyłączą. Na temat pewnego katolickiego radia i pewnej katolickiej telewizji nie będę się rozpisywał, bo te pozostają w gestii zakonu i mogą do takiej lokalnej inicjatywy nie chcieć się włączyć.
Można by oczywiście uderzyć w wysokie tony protestu kierując swe apele, listy, pikiety, marsze i inne takie do wielkich w naszym kraju. Do prezydenta Polski albo choćby Warszawy, do parlamentu, do starostów, wojewodów, do rzeczników praw wszelakich, a nawet do Najwyższej Izby Kontroli. Ale, jak to pokazały ostatnio organizowane protesty w innej sprawie, skutek może okazać się mizerny. Co więc robić? Panie Terlikowski, przemów pan wprost do ludu chrześcijańskiego. Napiszcie odezwę do chrześcijan w kraju i zagranicą. Niech zwrócą do kas zakupione uprzednio bilety na ten koncert. A może lepiej niech je publicznie, na oczach kamer podrą, spalą albo odeślą na wskazany przez pana adres. Będzie okazja natychmiast policzyć, jaki jest odzew na takie wezwanie. A jeśli za pana głosem poszliby biskupi, to można by sprawdzić, czy w odpowiedzi na taki apel Kościoła opustoszeją trybuny stadionu narodowego.
Odzew na apel o sierpniową trzeźwość dosyć trudno przeliczyć, bo zawsze można wyjaśniać, że ci zataczający się na ulicy to obcokrajowcy, albo miejscowi, co prawda, ale zmęczeni sierpniowym skwarem. Gdyby wreszcie udało się dogadać w sprawie funduszu kościelnego i dobrowolnego odpisu na Kościół, to dane będą spływać z urzędów skarbowych powoli i można je będzie na wiele sposobów interpretować. A tu proszę. Apel redaktora Terlikowskiego, listy biskupów, protesty w katolickich gazetach - i pierwszego sierpnia, przy wejściu na stadion narodowy kamery wszystkich stacji telewizyjnych policzą co do jednego, kto pozostał głuchy na takie powszechne chrześcijańskie wołanie. Odważny jest pan, panie redaktorze. Ja bym naszych biskupów do takiego publicznego zweryfikowania autorytetów nie wzywał.
Aha, jeszcze jedno. W Ewangelii dwukrotnie opisane jest nazywanie kogoś szatanem albo narzędziem na diabelskich usługach. Jeden raz mówi tak Jezus zwracając się do pierwszego papieża. Mam nadzieję, że aż tak wysoko pan redaktor nie aspiruje. W drugim przypadku takim imieniem nazywali Jezusa Jego wrogowie. O to też pana nie podejrzewam. Panie redaktorze, to bardzo śliska i niebezpieczna droga. Episkopat nie dał panu jeszcze uprawnień egzorcysty, więc radzę ostrożność.