O autorze
Ksiądz Wojciech Lemański (1960) - proboszcz parafii Narodzenia Pańskiego w Jasienicy. Za swoją działalność na rzecz poprawy stosunków polsko-żydowskich odznaczony medalem przyznawanym przez Stowarzyszenie Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej i przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W odpowiedzi redaktorowi Hołowni


Szanowny Panie Redaktorze Hołownia.

Przeczytałem pana odpowiedź na mój list i muszę przyznać, że jestem zawiedziony. Wystarczyło przecież napisać krótką formułę: „Wszystkich, którzy poczuli się dotknięci moimi słowami, szczerze przepraszam. Szymon Hołownia”. Zamiast tej krótkiej formułki zdecydował się pan na długą i dosyć skomplikowaną ekwilibrystykę słowną. Zastanawia się pan kogo powinien przeprosić? Mnie się wydaje, że niemal wszystkie osoby wymienione dosyć lekceważąco i z ironią (a może nawet z pogardą) w pana emocjonalnym wpisie „Gdzie ci księża?”


Przeczytałem pana wpis z niemałym trudem i do kilku konkretów zdecydowałem się odnieść.

Pisze pan, że wie, co o poznańskiej sprawie sądzi polski Kościół. Ale przecież sam pan się domagał, by spytać o taką ocenę przełożonych tamtego księdza. Skoro ma pan dobry kontakt z wieloma księżmi i biskupami, to bez trudu dowie się pan jak wiele osób i instytucji nie doczekało się wypowiedzi na ten temat ani ze strony przedstawicieli kurii poznańskiej, ani poznańskich biskupów, ani rzecznika Konferencji Episkopatu. Jeden z biskupów przypomniał mi jakiś czas temu, kto ma prawo wypowiadać się w imieniu Kościoła. Zapewniam pana, że w tym gronie nie ma ani pana, ani setek księży spotykanych przez pana, ani tysięcy ludzi o których pan wspomina w swojej odpowiedzi.


Proponuje pan, bym wskazał „porzuconą przez księdza-kretyna kobietę z dzieckiem w mojej parafii”. Bingo. Mógłbym wskazać przynajmniej cztery w tych parafiach, w których pełniłem posługę do tej pory. Ale tego nie zrobię, bo wiem od nich, jak zostały poniżone, gdy chodziły do kurii ze swoją biedą. Pan chciałby jeszcze nagłośnić ich historie i potrzeby? Zapewniam pana, że one pana nie zaproszą. Ale może pan spróbować uzyskać jakieś informacje na ten temat w którejś z kurii. Życzę powodzenia.


Wyjaśnił pan, że zlitował się nade mną, ponieważ nie zrozumiał mojej wypowiedzi. To teraz napiszę wyraziściej, aż do bólu. Ten ksiądz był wykładowcą w seminarium. Najpierw rzucił kapłaństwo, potem spotkał kobietę, a po dwóch latach ich związku miała zostać matką. Biskup rozmawiał nie z ex-księdzem, ale z jego żoną i proponował jej nie stypendium, jak to pan napisał, ale alimenty, by w zamian namówiła swego męża, by ją porzucił i wrócił do seminarium uczyć kleryków. Przeczytał pan? Boli? Mnie też. A pan wypisuje jakieś farmazony, czy aby sobie tego przypadkiem nie wymyśliłem i zarzuca mi, że nie porozmawiałem jeszcze z tamtym biskupem. Pyta mnie pan – jak bym ja się zachował na miejscu biskupa. A ja pana zapytam – jak pan by się zachował na miejscu tamtego poznańskiego wikarego? A na miejscu rzecznika poznańskiej kurii? A na miejscu poznańskiego biskupa? Trudne pytania? Bo te sprawy są właśnie takie.

Napisał pan, że przeczę sam sobie, bo z jednej strony nie mamy zielonego pojęcia o skali zjawiska, a chwile potem napisałem o „górze lodowej i o Arktyce”. Proszę o wybaczenie. Może słabo władam językiem. Starałem się wyjaśnić, że nie o skali zagadnienia (ilość przypadków) ale o skali-wadze problemu napisałem. Wyjaśniałem, że jeden poznański przypadek jest już niczym góra lodowa. Mnie ogrom tego problemu przeraża. Pan poczekałby zapewne, by dokładnie wszystkie te przypadki policzyć i wszechstronnie zbadać. W wielu przypadkach już jest za późno. W innych, za późno będzie jutro.

Wcale nie proponuję nagłośnienia poznańskiego przypadku, bo to już na szczęście media wzięły na siebie. Ja oczekuje na reakcję Kościoła. Na moralną, religijną, kanoniczną ocenę tamtego przypadku i na wyciągnięcie wniosków na przyszłość. W tej sprawie nie tylko autorki tekstów w Głosie Wielkopolskim, w Newsweeku i materiału w Interwencjach mają prawo i obowiązek zadawać pytania. Również pan powinien poczuć się zobowiązany do „węszenia”, dopytywania, pisania i kręcenia materiałów. One przynajmniej starały się sprostać temu zadaniu. Czy może pan pracuje nad jakimś pogłębionym materiałem na ten temat?

O pana rozstaniu z redakcją Newsweeka nie będę się rozpisywał, choć próbuje mnie pan wezwać do takiej oceny. Napiszę tylko, że z pozycji czytelnika i obserwatora wygląda to żenująco.

Mam nadzieję, że ten wpis zakończy nasz dyskurs w takiej formie. Na swoje usprawiedliwienie zaznaczę, że kontakt ze mną jest ogólnie dostępny i zanim wymienił mnie pan w swoim wpisie mógł pan zadzwonić i spytać o dręczące pana wątpliwości odnośnie mojej osoby. Mógł pan zatelefonować również po moim liście. Jeśli naprawdę chciałby pan ze mną porozmawiać, to zapraszam na plebanię w Jasienicy.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...