REKLAMA
„Żydzi szemrali przeciwko Jezusowi, Jakżeż On może mówić: Z nieba zstąpiłem ” / por. J 6,41 i 42/
Pismo Święte, ale i zwyczajne ludzkie doświadczenie przestrzegają, by nie dowierzać natchnieniom, wrażeniom, a nawet doznaniom. Zdarza się bowiem, że zjawiska, również te namacalne i niepodważalne, mogą zwodzić. Ktoś płacze z radości, ktoś inny na stres reaguje histerycznym śmiechem, kogoś od przybytku boli głowa, zaś inni z pustym brzuchem optymistycznie patrzą w przyszłość. Złe duchy mogą być źródłem cudownych zjawisk i znaków, które nie tylko zachwycają, ale wręcz wspierają człowieka w jego ziemskich potrzebach. Nie darmo o ludziach, którym wszystko zdaje się iść jak po maśle, mówi się, że takim to „nawet diabeł dzieci kołysze”. A bywa i na odwrót, iż z boskiej ręki spływają na człowieka bolesne doświadczenia, zdawać by się mogło nie tylko niezasłużone, ale i bezsensowne. Prosta diagnoza mówiąca, że co dobre, przyjemne, jasne i łagodne, musi mieć za źródło Dobrego Boga, a od złego ducha przychodzi to, co raniące, niezrozumiałe, ponure i nieprzyjazne, choć jest dosyć rozpowszechniona, to i fałszywa zarazem.
Ta nieufność i ostrożność w ocenianiu zjawisk, wydarzeń i ludzi, zwłaszcza wobec ludzi może się przerodzić w niczym nie uzasadnioną podejrzliwość. Nagle wszyscy wokoło jawią się jako ludzie o podwójnych twarzach, wilki w owczych skórach, super tajni agenci, albo przynajmniej osobowe źródła informacji. Herod uśmiercił większość swoich najbliższych, Brutus z przyjaciela przeobraził się w zabójcę, Pawlik Morozow wydał w ręce komunistycznej sprawiedliwości własnych rodziców. O naszych polskich przykładach uzasadnionej oraz absolutnie chybionej podejrzliwości pozwolę sobie nie wspominać.
Wcale mnie nie dziwi żydowska nieufność wobec człowieka, który, we wszystkim podobny do setek tysięcy pielgrzymów w Jerozolimie, mówi o sobie, że przybył nie z Nazaretu, lecz prosto z nieba. Ciekawe, czy my byśmy takiemu dali wiarę. Ewangelie wspominają o wielu mesjaszach-samozwańcach i prorokach, którzy własne słowa nazywali słowami Najwyższego. Zanim więc nieufnych Żydów utopimy w łyżce wody, poprośmy Jezusa, by naszą wiarę pomnożył. I to nie tylko wiarę w Tego, który zstąpił z nieba, ale i zaufanie do tych, pośród których nas na ziemi postawił.