REKLAMA
„ W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina.” /J 2,1-3/
Starotestamentalni mędrcy nauczali, że więcej mądrości znajdziesz w domu żałoby niż na weselu. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że Jezus te pouczenia mędrców słyszał i czytał niejednokrotnie. Ta scena jednak, zapisana przez Ewangelistę już na początku publicznej działalności Jezusa zdaje się wskazywać, że Syn Maryi nie stronił również od tego rodzaju radości doczesnych. Wszak na wesele i to do miejscowości odległej o kilka, a może nawet o kilkanaście kilometrów od Nazaretu, nikt nikogo wołami nie ciągnął. Trudno dziś określić, jak wielu było w tamtych czasach mieszkańców w Nazarecie czy w Kanie. Jeśli były to niewielkie miejscowości, to obecność na weselu mogła być swojego rodzaju rzadką rozrywką, lokalnym wydarzeniem, rytuałem, w którym uczestniczyli niemal wszyscy. Gdyby Jezus nie zdecydował się na uczestnictwo w tych kilkudniowych obrzędach, nie wzbudziłoby to specjalnego zdziwienia. Boży nazirejczycy stronili od wina i sycery, i w ogóle szukali raczej samotności niż towarzystwa. Skoro On został na to wesele zaproszony wraz z uczniami, to znak, że już od jakiegoś czasu prowadził swoją publiczną działalność. A więc nie przypadkiem znalazł się tam i nie była to obecność na chwilę, by uświetnić swoim przybyciem to święto.
Co do wina, to nie mogło go zabraknąć pierwszego ani nawet drugiego dnia świętowania. To by świadczyło o zupełnej nieroztropności organizujących wesele. Skoro starosta weselny pochwalił młodych, że zachowali dobre wino „aż do tej pory”, to może świadczyć, że był to już piąty lub szósty dzień uroczystości weselnych. Co Mistrz z Nazaretu robił tyle dni na weselu? A co się robi na weselu? Spytajcie sami siebie i spróbujcie, oczami wyobraźni, posadzić Jezusa pośród gości jedzących, pijących, uśmiechających się do państwa młodych, śpiewających z radością, pląsających wśród weselnej muzyki. A swoją drogą to żal, że nie możemy obejrzeć nagrania z całej tej wielodniowej uroczystości w Kanie Galilejskiej. Półki z komentarzami ugięłyby się od interpretacji każdego gestu, spojrzenia, spotkania Jezusa z weselnikami. Wiele by pisano o muzyce, której słuchał, o ludziach, z którymi rozmawiał, o Jego stroju, o włosach, o zachowywaniu tradycji, o staroście, o Młodych, o postawie wobec kobiet, o uczniach...
Jednym z prastarych sposobów podtrzymywania radości, i to nie tylko na weselach, było i jest popijanie wina. Gdyby tego weselnicy w Kanie nie robili, zapewne wystarczyłoby im jednej amfory, by się jej cały tydzień przyglądać. Tym razem, tak zresztą jak na większości wesel, goście wina nie adorowali, ale spożywali je obficie. A gdy się alkohol spożywa obficie, to i radość się pomnaża i o szczerość łatwiej, a nawet o szczerość wylewną. Czy Jezus pił wino razem z nimi, czy też już wtedy dawał początek ruchom abstynenckim? Tutaj znów warto by zajrzeć do starotestamentalnych mądrości dotyczących spożywania wina. Jest ich na kartach Biblii sporo - i to zarówno opiewających błogość i wytchnienie, jakie wino człowiekowi przynosi, jak i niebezpieczeństwa wypływające z nadmiernego sięgania do tego źródła radości. Nic nie wspominają Ewangeliści o tym, by Jezus stronił od wina. Obecność, i to przez wiele dni, na weselu w Kanie, zdaje się wskazywać, że nie stronił od tego rodzaju zgromadzeń i że bywał na nich nie sporadycznie i przypadkowo, ale zgodnie z miejscowymi tradycjami, ilekroć takie wesele odbywało się gdzieś w okolicy, a już z pewnością, gdy świętowano w Nazarecie lub pośród krewnych Maryi i Józefa. Niektórzy współcześni Jezusowi nazywali Go nawet pijakiem.
Wesela to zupełnie inne zgromadzenia od dorocznego pielgrzymowania do Jerozolimy albo od odbywania żałoby po śmierci kogoś bliskiego. Te dwa ostatnie skłaniają do zadumy, powagi, skupienia. Wesele jest zgromadzeniem zupełnie innego rodzaju. Na wesele zapraszamy. Do pielgrzymki dołączyć może każdy. Podobnie każdy może uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych. Dlaczego więc Jezus, już jako nauczyciel otoczony gronem pierwszych uczniów, przyjmuje zaproszenie na wesele w sąsiedniej miejscowości i co tam robi przez kolejne dni wesela? Może była to jedna z nielicznych możliwości, by posłuchać szczerych opowieści ludzi innych niż sąsiedzi z Nazaretu i to opowieści szczerych do dna dzbanów opróżnionych z wina. Opowieści o wzajemnych animozjach, o sąsiedzkich sporach, o sytuacji w kraju, w stolicy, o Samarytanach, o Rzymianach, o Herodzie, o rodzinnych radościach i tragediach. Mieli oczywiście rację starożytni mędrcy piszący o mądrości większej, której szukać należy w domu żałoby. Warto jednak pamiętać i to, że tego, co usłyszy się w domu weselnym, z serc rozweselonych winem, nie wypowiedzą te same usta w domu żałoby, ani na pielgrzymce, ani nawet na dyspucie z uczonymi.
A swoją drogą ten sam Ewangelista, który dosyć szczegółowo opisuje uczestnictwo Jezusa na weselu w sąsiedniej miejscowości, ani jednym zdaniem nie wspomina o pogrzebie Józefa, męża Maryi, ani o uczestnictwie Jezusa w wielodniowej żałobie po śmierci, krewnych, sąsiadów, znajomych.
