REKLAMA
W grudniu 1941 roku hitlerowcy rozpoczęli na masową skalę mordowanie ludności żydowskiej w pierwszym obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem. Po przeprowadzeniu akcji komanda 1005, zacierającego ślady zbrodni, trudno o dokładne dane na temat liczby zamordowanych w samochodach, w których zabijano Żydów spalinami. Liczbę ofiar szacunkowo ocenia się na 150 tysięcy, nawet do miliona. Większość badaczy zajmujących się tym zagadnieniem znajduje potwierdzenie dla liczby od dwustu do trzystu tysięcy zamordowanych w tym miejscu. Żyją jeszcze świadkowie tamtych wydarzeń, choć ich grono topnieje z każdym dniem. W każdym z takich strasznych miejsc zagłady rodzi się pytanie: kto w przyszłości zadba o pamięć o tych miejscach i o ofiarach?
W ostatni czwartek w Chełmnie nad Nerem uczestniczyłem w uroczystości upamiętniającej ofiary straszliwych zbrodni dokonanych na Żydach, Romach, Polakach, Rosjanach i Czechach. Inicjatorem tych modlitewnych spotkań nad mogiłami pomordowanych był nie kto inny, ale biskup Włocławka Wiesław Mering. To on przewodniczy modlitwom. To on zaprasza przedstawicieli społeczności żydowskiej, romskiej i dyplomatów z ambasad krajów, z których pochodziły ofiary. Okazuje się, że nie jest konieczna okrągła rocznica, apele organizacji żydowskich czy instrukcje komisji Episkopatu do spraw dialogu z judaizmem. Przy ołtarzu nieopodal pomnika ofiar Chełmna padały słowa o Żydach, o starszych braciach w wierze, o dzieciach narodu żydowskiego. Spotkanie i rozmowa biskupa z rabinem Łodzi Symchą Kellerem i innymi przedstawicielami gminy żydowskiej i Żydowskiego Instytutu Historycznego dalece wykraczały swoją serdecznością i bezpośredniością poza zwyczajowe formuły.
Taka obecność i postawa biskupa nie pozostała bez odzewu ze strony wiernych. - Co roku jest nas tutaj coraz więcej – powiedział biskup do zebranych. Widziałem sporą grupę księży, sióstr zakonnych, młodzież, dzieci, władze samorządowe różnych szczebli i wiernych z okolicznych wiosek. - Spotkamy się na tym miejscu znów za rok – zakończył biskup. Po takim pożegnaniu i zaproszeniu zarazem, można być prawie pewnym, że za rok nie mniej liczne grono zgromadzi się na cmentarzysku w Chełmnie nad Nerem, by modlić się, by pamiętać, by nie pozwolić zapomnieć.
Przypomniały mi się natychmiast uroczystości na Plantach w Kielcach, zarośnięta droga do zbiorowej mogiły w Wąsoszu, marsz pamięci Rembertów-Falenica, płacz kantora Malovanego w Pułtusku, pustka wokół pomnika w Treblince, nieobecność biskupów podczas uroczystości na Umschlagplatz w Warszawie. Skoro biskup Mering może co roku gromadzić wiernych przy żydowskich mogiłach w Chełmnie nad Nerem, to znaczy że mogą to zrobić również inni biskupi. Jaka szkoda, że nieliczni idą tym śladem.