REKLAMA
„ Jezus i uczniowie przybyli do Kafarnaum. Gdy byli w domu, Jezus zapytał ich: O czym rozmawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.” /Mk 9,33-34/
Uczniowie kroczą za Jezusem i rozmawiają w drodze. Co prawda otrzymali ważną kwestię do przemyślenia, wszak Jezus dopiero co zapowiedział im swoje pojmanie, swoją zbliżającą się śmierć, wreszcie swoje zmartwychwstanie, ale ich myśli, a również języki zajęte są czymś zupełnie innym. Oni już zaczynają spierać się o godności w Kościele. Za chwilę rozpocznie się podróż do Jerozolimy i nadejdą tragiczne wydarzenia, do których swoim pouczeniem Jezus właśnie próbował ich przygotować. Przecież nie słuchają Go żółtodzioby stawiające pierwsze kroki za Mistrzem. To właściwie weterani, których nie raz wysyłał, by wypędzali złe duchy, by leczyli chorych, by przepowiadali Królestwo Boże. Powinni mieć serca wypełnione wrażeniami z tamtych apostolskich wypraw, wspomnieniami rozmnożenia chlebów i obrazami Jezusa kroczącego po wzburzonym jeziorze. Nic z tego. Ich myśli i usta pełne są próżności. Nie przepychają się, by poprosić Jezusa o wyjaśnienie zawiłej kwestii, nie toczą sporu o jotę czy kreskę w biblijnym tekście. Oni się nawet nie spierają o to, kto ma rację, czyli kto jest bliższy prawdy. Oni kłócą się o swoją wielkość. Wstyd mi za was, uczniowie, wstydem podobnym do waszego zawstydzenia, gdy zapytani przez Mistrza spuściliście oczy i zamilkliście. Naśladować Mistrza z Nazaretu zwykłym śmiertelnikom niełatwo, ale naśladować Jego wybranych apostołów, zwłaszcza po takiej scenie, nie stanowi specjalnej trudności. Tę ich słabość w Kościele można dostrzec i dziś gołym okiem.
A przecież tak blisko Nauczyciela, tuż za Jego plecami, warto było rozmawiać o tylu istotnych kwestiach. Po takiej dyspucie w drodze można by poprosić Mistrza o rozstrzygnięcie sporu, o wyjaśnienie niezrozumiałego, o odpowiedź na dręczące pytania. Może dziś nie znamy odpowiedzi na wiele naszych pytań, ponieważ apostołowie zamiast słuchać tego, co mówi do nich Jezus, mierzyli swoje zasługi, osiągnięcia, wielkość. Po takim zawstydzeniu powinni spąsowieć i wrócić do dawnej gorliwości uczniów Jezusa. Nic z tego. Już za chwilę podejdą synowie Zebedeusza prosić dla siebie o dwa najważniejsze stanowiska w nowym królestwie.
O czym rozmawiamy, gdy spotkamy się ze sobą? Jakie ważne i godne zastanowienia kwestie poruszamy? O pogodzie, o piłce nożnej, o cenach, o polityce, wreszcie o naszej wielkości - czyli o niczym. Wszak wiemy, że ci, którzy opierając się na karkach innych gramolą się na cokoły, z całą pewnością nie zasługują, by się na nich znaleźć.
Pamiętam spotkanie z jednym z częściej komentowanych, niekiedy bardzo krytycznie, biskupów naszego Kościoła. Gdy przyjechałem do kurii i czekałem na rozmowę, kurialiści jeden po drugim podchodzili i radzili mi, bym zrezygnował z tego zamiaru i póki to jeszcze możliwe, pókim cały, czmychnął do swojej parafii. Fama niosła, że ksiądz biskup potrafi nie przebierać w słowach. Jak to rozpowiadał z pikantnymi szczegółami nasz dziekan, niejednokrotnie, nie zważając na otwarte okna kurii głośno dawał upust swoim emocjom. Gdy wreszcie po blisko dwóch godzinach czekania stanąłem przed „żelaznym wilkiem”, ten zaprosił do stołu i długo szczerze rozmawialiśmy. To była rozmowa o naprawdę ważnych dla przyszłości Kościoła kwestiach. Od tamtej rozmowy minęło już sporo czasu, a ja mam do czego powracać i nad czym rozmyślać. Kto wie, może tamta rozmowa nauczyła mnie szczerze i otwarcie stawiać trudne sprawy przed innymi hierarchami.
Wspomniany przed chwilą dziekan relacjonował zgromadzonym na tę okazje księżom rozmowy jakie ostatnio toczyli z innym biskupem jego najbliżsi współpracownicy. Trochę obok problemów i wyzwań jakie stoją dziś przed Kościołem w Polsce rozważano sytuację Kościoła Katolickiego w Austrii. Analizowano przemiany, skutki, perspektywy i zagrożenia tamtego Kościoła. Wszystko to oczywiście z piedestału tych, którzy wiedzą lepiej niż Austriacy, jakie błędy popełnił ich Kościół. O czym jeszcze rozmawiali? Redaktor jednej z jakoby najlepszych gazet katolickich, żalił się, że jest represjonowany i że nie chce z nim współpracować żadna inna diecezja. Poinformowano że większość proboszczów nie wykonała zarządzenia biskupa i nie powołało w swoich parafiach rady duszpasterskiej. Mówiono o świadkach chrztu, którym wprawdzie nie wolno odmówić uczestnictwa w tym sakramencie, ale należy ich do tego zniechęcać na wszelkie sposoby. Zapowiedziano ogólnopolskie spotkaniu diecezjalnych rad duszpasterskich w Licheniu, na które nie pojedzie rada z naszej diecezji, bo jeszcze nie została powołana do istnienia...
A gdyby tak Jezus zadał nam dziś pytanie o treść naszych rozmów, to czy nie spalilibyśmy się ze wstydu czytając przez dwie godziny takie sprawozdanie bez treści?

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?