REKLAMA
„Jan powiedział do Jezusa: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami. / Mk 9,38 /
Jednym z efektów globalizacji stało się nie tyle zaistnienie jakiejś formy globalnej wioski, ile rozszerzenie granic doświadczanego przez ludzi świata do rozmiarów tak ogromnych, że aż niewyobrażalnych. Nadal oczywiście istnieją szkoły i uniwersytety, archiwa i zakątki świata, do których niezwykle trudno dotrzeć. Ale wystarczy niektórym z nas zajrzeć za zasłonę nieznanego, a już naszym śladem mogą podążyć miliony i to bez wychodzenia z domu. Dziś cenzura, tajemnica zawodowa, blokada informacji istnieją oczywiście, ale ich zakres kurczy się w niebywałym tempie. Człowiek, wyposażony w coraz doskonalszą technikę, zagląda dalej, wyżej, głębiej, niestraszne mu w tym dążeniu do poznania ani ściany domów, ani uzbrojona ochrona - bada szczątki ludzi, o których już dawno świat zapomniał, czyta dosłownie między wierszami, próbuje z okruszyn przeszłości odtworzyć pełny obraz minionego.
Jeszcze nie tak dawno wyrocznią byli rodzice, nauczyciele, miejscowi duszpasterze. Dziś młodzi ludzie potrafią, już na długo przed progiem dorosłości, sięgać do źródeł, o których ich opiekunom nawet się nie śniło. Gdy w Asyżu zebrali się przed laty przedstawiciele różnych religii z całego świata, nagle wielu zobaczyło po raz pierwszy, że nieliczne wspólnoty Indian północnoamerykańskich i tybetańskich mnichów wcale nie czują się zdominowane wielomilionowymi rzeszami podzielonych chrześcijan, walczących ze sobą wyznawców różnych odłamów islamu, albo trudnymi do odróżnienia grupami hinduistów. Kiedyś przed tą różnorodnością skutecznie chroniła żelazna kurtyna, selektywność przesyłanych informacji, ściśle reglamentowane możliwości podróżowania. Dziś wszystkie te ograniczenia tracą swoją moc. Dopóki katolicki papież nie spotkał na swoim pielgrzymim szlaku innego papieża i nie nazwał go w ten właśnie sposób, tylko nieliczni wiedzieli cokolwiek o kilku papieżach noszących jednocześnie ten sam tytuł. Jeszcze wczoraj można było decyzją Episkopatu zamieść pod dywan problem współpracy ze służbami komunistycznej bezpieki księży - późniejszych biskupów. Dziś, każdy dociekliwy, może znaleźć takie informacje i przeczytać o tym w wielu źródłach.
Znajdźcie mi takich wyznawców jakiejkolwiek religii, którzy są przekonani, że to inni posiedli klucze do prawdy i zbawienia, a oni sami pozostają wiernymi swojego Kościoła tylko z przyzwyczajenia. Wszyscy szukamy prawdy i prawej drogi przez życie. Jedni czynią to w ten, inni w odmienny sposób. W naszej globalnej wiosce widać tyle krzyżujących się dróg, tyle drogowskazów, tyle różnorakich propozycji, że tylko najmądrzejsi z nas, i to z wielkim trudem, nie tracą w tym gąszczu orientacji.
Ktoś pomógł znękanemu człowiekowi. Zły duch przestał dręczyć tego biedaka. Apostoł Jan dostrzegł jednak, że pogromca demona nie ma apostolskiego certyfikatu. Jest obcy, nie nasz. Tak jakby dobro mogło mieć pośród ludzi tylko jedno źródło. Jan zdaje się postępować według zasady, iż skoro dobro ma konkretne źródło, to również zło łatwo zlokalizować. Według takiej metodologii przejmujące opisy dzieci maltretowanych przez irlandzkich księży, hiszpańskie zakonnice i amerykańskich duszpasterzy powinny przekreślić na zawsze jakąkolwiek misyjną działalność Kościoła pośród dzieci i młodzieży. Takie uproszczenia, uogólnienia, oskarżenia i pomówienia tyle są prawdziwe, co krzywdzące. Śmierć każdego człowieka jest tragedią, ale czy każda jest jednocześnie ludobójstwem? W wielu kwestiach dotyczących prokreacji i etyki seksualnej różnimy się nawet wewnątrz naszych wspólnot religijnych, ale czy dzielimy się tym samym na zwolenników cywilizacji życia i cywilizacji śmierci?
Apostoł Jan znalazł szybkie rozwiązanie - zabronił obcemu czynić dobro. Oberwało się Janowi za to od Mistrza. Nie wiemy, czy ci, którym apostoł zabraniał pomagać innym, przejęli się jego zakazem. Wiemy natomiast, bo słyszymy to na każdym kroku, że wielu ludzi Kościoła do dziś naśladuje tamtą postawę i wypowiedzi Jana apostoła.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?