REKLAMA
Przed pięćdziesięciu laty rozpoczął obrady Sobór Watykański II. Niestety ten sobór nawet wiernych Kościoła interesuje raczej mniej niż więcej, albo i wcale. Stała się jednak ta okrągła rocznica okazją do wypowiedzi, publikacji, wspomnień i podsumowań ze strony wielu. Gdy wypowiadają się ludzie, którzy byli wtedy w Rzymie, którzy śledzili sprawozdania z kolejnych sesji soborowych, którzy sami redagowali relacje z obrad, warto posłuchać. Tak było na przykład podczas sympozjum na warszawskim Bobolanum, gdy swoimi refleksjami dzielił się abp. Henryk Muszyński. Takich odkryć dotyczących obrad soboru można dokonać wczytując się w książkę o. J.W. O'Malleya. Teraz właściwie wszystkie tygodniki nawiązują do tej rocznicy i na swój sposób przyglądają się Kościołowi w Polsce w jej świetle. Tygodnik Powszechny cały swój numer poświęcił tej rocznicy.
Właśnie ten numer Tygodnika Powszechnego stał się okazją do kolejnych wystąpień redaktora T.T., kreującego się na jedynego prawowiernego interpretatora soboru, a chyba nawet na kogoś trochę więcej. Nabrawszy wiatru w żagle redaktor zaczyna występować jako głos Kościoła w Polsce, zastępując biskupów, albo mało kompetentnych według pana redaktora, albo też zajętych inną niż ewangelizacyjna działalnością.
Pan redaktor T.T. wygłosiwszy recenzje-reprymendy niektórym hierarchom, całym Kościołom w sąsiednich krajach i teologom rodzimym i nie tylko, wziął był i sformułował tezę o potrzebie podjęcia ewangelizacji wobec ateistów. Drżyjcie bezbożnicy, ateiści i ateusze w kraju i za granicą. Redaktor T.T. i jego zwolennicy mogą lada moment wyruszyć z nową krucjatą, by przemierzać Europę wszerz i wzdłuż. Patrzcie, żaden ze współczesnych nam hierarchów nie wpadł na tak genialny pomysł, tylko redaktor T.T. Nawet papież, zwoławszy na synod biskupów z całego świata, zlecił im zadanie nowej ewangelizacji ludzi już przynależących do Kościoła.
Redaktor T.T. marzy o nawracaniu współczesnych ateistów. Może warto, by zasięgnął rady w odpowiednich komisjach naszego Episkopatu. Wszak mamy już pewne osiągnięcia w tym zakresie, co prawda z odwrotnym skutkiem. W ostatnich latach powoli, acz zauważalnie rośnie w Polsce rzesza zdeklarowanych ateistów, którzy najpierw zostali ochrzczeni, potem wykształceni w ramach szkolnej katechizacji, następnie nasłuchali się parafialnych kazań, toruńskich audycji radiowych i naoglądali telewizyjnych relacji z sanktuariów w kraju i za granicą, by wreszcie powiedzieć dość i odeszli z Kościoła.
Może warto przeanalizowawszy ten proces zmodyfikować go i uruchomić jako mechanizm działający w przeciwnym kierunku. Jeśli redaktor T.T. ma w tej kwestii jakieś propozycje, to zamiast trzymać je ukryte pod polskim korcem, warto by je zawiózł na trwający właśnie synod o nowej ewangelizacji. Kto wie, może biskupi oświeceni i pouczeni przez redaktora T.T uczynią Europę znów chrześcijańską. Właściwie to do takiego wyjazdu potrzebna byłaby redaktorowi delegacja od odpowiednich gremiów Episkopatu. Z tą zaś może być pewna trudność wobec nabierającej rozmachu u pana redaktora tendencji do strofowania i pouczania naszych biskupów. Ja proponuję, by w tej sprawie głos zabrał lud. Może zrzucimy się na bilet i niech leci najpierw na synod, a potem opowiadać Europie i światu, oczywiście temu ateistycznemu - o piekle, o łacinie, o sakramentach, o roli kobiet w Kościele, o karceniu dzieci, o in vitro i o relikwiach. Myślę, że niebawem dotrą do nas wieści z Belgii, Holandii, Francji, Niemiec i Hiszpanii o efektach tej krucjaty.
Myślę, że gdy już przemierzy bezbożne ostępy, nabierze doświadczenia, ogłady i pokory, by po powrocie ewangelizować równie skutecznie ateistów nad Wisłą, Odrą i Bugiem.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?