REKLAMA
,,W pierwszy dzień tygodnia niewiasty poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności.” / Łk 24,1 /
W społeczności zmaterializowanej i goniącej za modą wspomnienie zmarłych jest luksusem, na który szkoda tracić czas i środki. Prawdziwie bowiem - zmarli stają się dla świata żyjacych bezproduktywnym balastem. Dla niektórych są jeszcze okazją do zrobienia interesu, a dla nielicznych - tymi, co to wreszcie odpoczną po swych trudach. Niech więc nas nie dziwią w dzień zaduszny groby przywalone wypłowiałymi wieńcami i snopkami zeschłych kwiatów. Oto wieniec od zrozpaczonej rodziny, tamten od związków zawodowych, kolejny z szarfą od przyjaciół, którzy nigdy nie zapomną. Krótkie to "nigdy", czasem nawet na sprzątnięcie wyblakłych dowodów pamięci nie wystarczy.
Dzień zaduszny to takie właśnie, zdawać by się mogło bezsensowne, tracenie skarbów tego świata. Judasz stanie w ich obronie, wypowiadając pamiętne: Czy nie lepiej byłoby sprzedać te wonności, a pieniądze rozdać ubogim? Wara ci Judaszu i wam, wyrachowani piewcy racjonalności, od ludzkiej pamięci, od wiary tych, co każdego dnia przychodzą do grobów, by porozmawiać z umarłymi, by im świeczkę zapalić, by kwiat świeży postawić. Będzie w te dni bardzo wielu tak właśnie odwiedzających cmentarze. Niektórzy przemierzą w tym celu setki kilometrów. Będą tacy, co to z mizernej emerytury wyskrobią na znicze dla każdego z tych, których już pożegnali. Ktoś może powie, że to przyzwyczajenie, że to dań dla tradycji. Chciałbym żyć do końca moich dni pośród ludzi o takich właśnie przyzwyczajeniach. A i po śmierci nie miałbym nic przeciwko odwiedzinom prawdziwych przyjaciół, którzy usiądą na ławeczce przy grobie i opowiadać będą o zwariowanym świecie, co w śmierć nie chce uwierzyć, a cmentarze zasłania kolorowymi billboardami.
Jeden z moich dawnych parafian tuż przed śmiercią skutecznie nastraszył swego sąsiada. Obiecał, że bedzie go odwiedzał co noc lodowatą dłonią ocierajac mu czoło. Sasiad tak się przeraził, że nie tylko wyspowiadał się po wielu latach, ale odwiedzał grób zmarłego częściej niż zasmucona rodzina. Teraz i on leży na tym samym cmentarzu kilka alejek dalej.
Gdy będziesz spacerował cmentarnymi dróżkami, wśród ogni zniczy i bukietów chryzantem, porozglądaj się za miejscem, na którym odpoczniesz po swych trudach, to wcale nie musi przerazić. To może nawet sprawić, że ci wszyscy, którzy tutaj spoczywają, staną ci się nagle bardzo bliscy.