Jest według mnie rzeczą słuszną i dla niektórych wielce pożyteczną, by ze śmierci tych, którzy już odeszli, czerpać wskazania dla żyjących. Niektórzy czynią to na własny użytek, uświadamiając sobie, jak wielu spraw związanych ze zmarłym nie zdążyli dokończyć, wyjaśnić i rozstrzygnąć, i już tego tutaj nie zdołają zrobić.

REKLAMA
Są tacy, którzy swoimi przemyśleniami dzielą się z najbliższymi, a czasami w nieco szerszym gronie znajomych. Są i tacy, którzy z racji piastowanych urzędów czują się powołani, by własne przemyślenia wygłaszać publicznie i trochę jakby autorytatywnie.
Tak zdarzyło się 1 listopada tego roku na kieleckim cmentarzu wobec licznie zgromadzonych wiernych. Miejscowy biskup podzielił się z wiernymi własnymi przemyśleniami na temat pewnej kobiety, którą uznał, publicznie ogłosił i równie publicznie osądził jako sprawczynię śmierci dziecka.
„Matka chciała w ten sposób zarobić i zarobiła” - rzekł był biskup kielecki na cmentarzu, a głośniki rozniosły ten wyrok pośród nagrobków, drzew i licznych wiernych. Nazajutrz media wszelakie powtórzyły niczym echo sentencję wyroku wygłoszoną przez kieleckiego hierarchę nad tą kobietą. Jakiś czas temu redakcja katolickiego tygodnika pastwiła się w podobny sposób nad inną kobietą, którą niczym zbrodniarza opisywała na swoich łamach ku przestrodze.
Skoro biskup kielecki poczuł się zobowiązany do ujawnienia swoich opinii na temat nienarodzonego dziecka i jego matki, chyba nawet nie należącej do jego diecezji, to może warto, by z podobną dociekliwością i pasją zajął się podobnymi wywodami na temat śmierci innych dzieci w samych Kielcach. Podczas likwidacji getta w tym mieście oprawcy ustawiali dzieci z miejscowego sierocińca piątkami.
W ten sposób jednym pociskiem pozbawiali życia kilkoro dzieci. Czy robili to, by zaoszczędzić naboje, czy z czystej nienawiści do żydowskich dzieci, czy może z aryjskiej fantazji? Ciekawe mogą być przemyślenia księdza biskupa na ten temat. Wygląda na to, że nie było księdza biskupa na tegorocznych obchodach rocznicowych tamtych tragicznych wydarzeń.
Zapewne uczestnicy kieleckiego marszu pamięci chętnie posłuchaliby refleksji kieleckiego biskupa na temat śmierci bezbronnych żydowskich dzieci zamordowanych nieopodal jego obecnej siedziby. Może się Ksiądz Biskup nie obawiać, żaden ze sprawców już nie żyje, więc nie poda Księdza Biskupa do sądu za zniesławienie.
A może przykład trochę bliższy. Bandyci, którzy w dniu powojennego pogromu w Kielcach zamordowali matkę i jej dziecko, tłumaczyli przed sądem, że zamordowali niemowlę, ponieważ po śmierci matki i tak nie miało szans na przeżycie. Całkiem logiczny wywód. Co Ksiądz Biskup o tym sądzi? Na rocznicy pogromu kieleckiego również nie widziałem Księdza Biskupa.
Może warto wracać do tamtych tragicznych wydarzeń w mieście, którego moralny kręgosłup powinien Ksiądz Biskup pielęgnować, a chyba nawet współtworzyć. Po co szukać za płotem u sąsiadów powodów do wystąpień, gdy na terenie własnej diecezji aż roi się od historii, które wołają o to, by się nad nimi pochylić.