Jakiś czas temu media obiegło zdjęcie księdza redaktora Adama Bonieckiego z niejakim Nergalem. Targi książki, dwóch autorów, odręcznie wpisana dedykacja, wreszcie burza prawowiernych nad tym wydarzeniem.

REKLAMA
Niektórzy wzywali nawet do nałożenia na księdza dotkliwych kar kościelnych. Koncerty Nergala, teksty jego piosenek, jego wypowiedzi, jego twórczość i jego poglądy stały się publicznie znane, i rozpoznawalne, między innymi za sprawą fali krytyki, która przetoczyła się przez media, zwłaszcza katolickie, w naszym kraju. Wielu nawet uznało tę kampanię przeciw Nergalowi za rodzaj kryptoreklamy zarówno kontrowersyjnego autora jak i treści, które głosił. Ksiądz Boniecki nazwał wtedy satanizm przypisywany Nergalowi mało poważnym, może nawet jasełkowym wydaniem satanizmu. Adwersarze traktowali zarzuty przeciw Nergalowi i przeciw księdzu Bonieckiemu śmiertelnie poważnie.
Wcale nie tak dawno podobną reklamę środowiska katolickie i prawicowe w naszym kraju, zafundowały pewnemu reżyserowi, zapraszanemu, hołubionemu, a nawet nagrodzonemu katolickim Feniksem. Też były wspólne zdjęcia, uśmiechy i oklaski. W tym przypadku jednak media katolickie nagłaśniały osobę reżysera Brauna i jego twórczość mniej wnikliwie prześwietlając osobę i dzieła. Nie przeszkadzały temu ani skandaliczne wypowiedzi pana Brauna na temat Arcybiskupa Życińskiego, ani kontrowersyjne oceny innych postaci życia publicznego. Ostatnie jednak wystąpienia pana reżysera, nawołujące do zdziesiątkowania poprzez rozstrzelanie przeciwników ideologicznych, jednych zaniepokoiły, innych rozśmieszyły, a jeszcze innych przyprawiły o ból głowy. Co bowiem zrobić teraz ze zdjęciami, na których obok uśmiechniętego reżysera łatwo rozpoznać twarze polskich hierarchów, księży, dziennikarzy i przedstawicieli świata polityki?
Można spróbować potraktować te słowa pana Brauna jako niskich lotów żart, który może się przytrafić każdemu. Niestety, pan reżyser wcale nie odwołuje swych słów, ale brnie dalej w tej samej tonacji. Poza tym, jeśli to głupi żart, to może i inne wypowiedzi, a nawet całą twórczość pana Brauna należy traktować w tej samej konwencji. Może więc za takie żarty na temat szacunku dla każdego życia poczętego został niedawno nagrodzony nagrodą mediów katolickich. Może warto dopytać pana reżysera, czy jeśli z tego, dopiero co poczętego, życia wyrosną przeciwnicy polityczni, których dziś chciałby rozstrzelać, to czy nie warto sprawy zakończyć już na tym wstępnym etapie i nie marnować potem naboi? Czy obrońca życia poczętego gotów jest bronić prawa do życia potomstwa pracowników i czytelników Gazety Wyborczej, lewaków, liberałów, postkomunistów i heretyków?
Co Nicponiom, Brunonom K. i im podobnym „Eligiuszom Niewiadomskim” naszych czasów powiedzą nasi hierarchowie, komentując wypowiedzi uhonorowanego przez siebie reżysera? Czy uznają je za żart, czy za nieprzemyślane słowa mądrego człowieka, czy wręcz przeciwnie - przemyślane wypowiedzi nieodpowiedzialnego indywiduum? Ale jeśli tak, to jak traktować to wszystko, co mówił do tej pory? Trudny orzech do zgryzienia dla ludzi, których bez trudu rozpoznamy na zdjęciach z Grzegorzem Braunem.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?