REKLAMA
Uczestniczyłem dziś w uroczystości wręczenia medali i przyznania tytułu „Sprawiedliwy wśród narodów świata” kolejnej grupie naszych rodaków. Uroczystość miała szczególny charakter, ponieważ odbywała się dokładnie w 70 rocznicę powołania Rady Pomocy Żydom -„Żegota”. Okupowany kraj, naczelne władze na uchodźstwie, przedstawiciele rządu w podziemiu powołali do istnienia i działania radę organizującą i wspierającą ratowanie Żydów przed zagładą.
Władysław Bartoszewski relacjonując wydarzenia sprzed 70 lat wspomniał o niezwykłej, harmonijnej współpracy w ramach „Żegoty” ludzi z różnych obozów politycznych, zjednoczonych ponad podziałami religijnymi i światopoglądowymi. Wspominaliśmy Zofię Kossak-Szczucką, Irene Sendler, Marię Kann. Władysław Bartoszewski, wówczas najmłodszy w „Żegocie” a dziś jedyny żyjący z tamtego grona, przypomniał o ponad sześciu tysiącach naszych rodaków, uhonorowanych tytułem Sprawiedliwy, z pośród ponad dwudziestu trzech tysięcy takich bohaterów z całego świata.
Potem było święto Sprawiedliwych. Słyszeliśmy lakonicznie zapisane historie ich zwycięstw nad nienawiścią, obojętnością, zagrożeniem, strachem. Zwyciężyli. A niektórzy z nich zapłacili za to najwyższą cenę. Dziś możemy powtórzyć za burmistrzem Grodziska Mazowieckiego, który odbierał medal w imieniu jednego z mieszkańców swego miasta – „Dzięki nim możemy być dumni, że jesteśmy Polakami”. W gronie odznaczonych bohaterów różni przedstawiciele naszego Narodu: księżna, chłopskie małżeństwo, wdowa po zamordowanym AK-owcu, matka samotnie wychowująca dwóch synów, warszawska prostytutka. W każdym z nich w tamte straszne dni zatryumfował prawdziwy człowiek, godzien tego imienia, godzien tytułu sprawiedliwego, godzien naśladowania.
Nie było tłumów na sali, ale dostrzegłem przedstawicieli PO, PSL, SLD, byli posłowie i senatorowie, byli księża (wszyscy czterej z Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów), był rabin, byli ambasadorowie USA i Izraela. Trochę szkoda, że wobec szowinistycznego jazgotu, jaki rozlegał się w ostatnich tygodniach wokół filmu Pasikowskiego, wobec głosów oburzenia pełnych bogoojczyźnianej frazeologii, było tyle wolnych miejsc podczas tej uroczystości.
