Mikołaj, ten od prezentów, odkąd pamiętam zarzucany był w grudniu listami ze wszystkich zakątków świata. Na różne adresy wysyłano te listy, różnymi imionami tytułowano adresata, a nawet w różnych terminach oczekiwano odeń odpowiedzi. Nadawcami były zazwyczaj dzieci, a w odpowiedzi spodziewano się nie tyle listów z wyrazami szacunku, ale słodkości, lśniących i kolorowych prezentów, najlepiej w dużych, w jak największych pudełkach.

REKLAMA
Dziś w tym samym mniej więcej czasie listonosze, oprócz świątecznych kart z pozdrowieniami i dziecięcych listów „do Mikołaja” roznoszą dorosłe listy o podobnej treści. Nadawcami są ci, którzy już dawno przestali być dziećmi, zaś adresatem nie jest już dziadek z długą srebrną brodą, ale ludzie z krwi i kości, mieszkający w naszych miastach i wioskach, podróżujący po naszych ulicach i posiadający swoje dane osobowe i adresowe, które mimo prawnej ich ochrony, stają się coraz powszechniej dostępne. Otwieramy więc skrzynki pocztowe i czytamy kolejne listy, apele i sprawozdania z dołączoną prośbą o wsparcie.
Pewien były już redaktor naczelny jednego z tygodników opowiada o tym, jak by mu się przydało kilkanaście, a może nawet tylko kilka milionów, by wykupić z rąk właściciela-kapitalisty tytuł, w którym niedawno pracował. Dzięki takiemu niewielkiemu wsparciu mógłby nadal robić ludziom wodę z mózgu wraz z gronem zaufanych, sprawdzonych w boju i wiernych współpracowników.
Inny producent, zapalony ideą nakręcenia wiekopomnego filmu opartego na wynikach pracy komisji sejmowej pod kierownictwem równie zapalonego do tej idei posła, na podstawie zupełnie bezstronnego scenariusza autorstwa znanego niegdyś satyryka, a dziś zupełnie na serio broniącego jedynie słusznej partii, też rozgląda się za kilkunastoma milionami, które z racji szczytnych zamierzeń należą się mu jak przysłowiowemu psu buda.
Pewien ojciec dyrektor ma tak rozległe i dalekosiężne plany, że po kilku kwiecistych frazach swego listu od razu przechodzi do konkretu i na dołączonym blankiecie bankowym pozostawia do zapełnienia jedynie dwanaście pustych okienek, w które należy wpisać sumę przekazaną na wsparcie wielkich dzieł jego. Pozostałe rubryki ku wygodzie adresata są już wypełnione i wystarczy wpisać rząd cyferek, a trwać będą trudne do przeliczenia dzieła przedsiębiorczego zakonnika.
Jeden z biskupów dokonał publicznego rozliczenia kilku milionów zebranych w tym roku na kolejny etap wnoszenia świątyni-wotum całego Narodu. Wystarczy porównać tę liczbę z ilością należących do Kościoła mieszkańców naszego kraju, by dostrzec gołym okiem, że naród jakoś się specjalnie do wspierania tego dzieła nie kwapi, być może w obliczu licznych innych apeli płynących doń wartkim strumieniem ze wszystkich stron.
Dostaliśmy też list z Lasek od Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Szukają wsparcia, by ociemniałym dzieciom zakupić maszyny do pisania w dostępny dla nich sposób. Dużo tych dzieci i koszt urządzenia niemały. Zarobić taki dzieciak nie zdoła, a bez umiejętności czytania i pisania w życiu mu będzie jeszcze bardziej pod górkę.
Spojrzałem na stosik korespondencji i pomyślałem sobie, że warto by Mikołajowi pomóc. On tam z wysoka mógłby się w naszych polskich realiach nie rozeznać. Niektórzy mówią, że sam papież, choć już niejedno widział, czytał i słyszał, już się w tych doniesieniach z Polski pogubił. Wszystkim nie pomogę, ale choćby na jedną z tych próśb odpowiem sięgając do kieszeni. Ciekawe, czy domyślacie się, na którą.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?