REKLAMA
Źle się stało, że ugruntowaną od wieków harmonię nazywaną przez wielu tolerancją panującą w Polsce zakłócił incydent w jasnogórskiej kaplicy „Czarnej Madonny”. Jakoś tak się przyjęło, choć nie ma w tym żadnej oczywistości, że pewne miejsca, wydarzenia i pomniki ludzie myślący inaczej, wierzący inaczej, czy po prostu inni, omijają z daleka. Mijający pomnik w Poroninie niekoniecznie go adorowali i uchylali przed nim czapki. Ale nawet ci idący tą drogą do kościoła nie spluwali w tamtą stronę ostentacyjnie.
Z tego, co nam wiadomo, poseł, który chciał tę importowaną świętość wysadzić w powietrze, nie znalazł specjalnie wielu pomagierów i naśladowców. A przecież nawet w Poroninie myślących o wodzu sowieckiej rewolucji podobnie jak poseł Niesiołowski było niemało. Gdy Czesi rozbierali pomnik następcy Lenina na tronie sowieckiego imperium, to choć znane już były w całym świecie zbrodnie tego indywiduum, to ogromnych rozmiarów główkę Josifa Wisarionowicza zdjęli delikatnie i złożyli ze czcią w dostojnym miejscu, by czyichś uczuć nie urazić.
Słusznie prawią mądrzy, że Jasną Górę oszczędzili i zaborcy, i okupanci, i ideologiczni włodarze ostatnich wieków. Jeśli nie podnosili nań ręki, to wcale nie z czci i szacunku, ale z innych, być może zupełnie płytkich i utylitarnych przyczyn. Ale przecież od samych początków chrześcijaństwa sprawa czynienia sobie wizerunków w miejsce obalanych pogańskich stel, gajów i innych bałwanów dzieliła nie tylko szeroko rozumianą społeczność, ale nawet samych chrześcijan.
Niejeden obronę bałwanów, zwanych również bożkami, przypłacił własną głową. Co zaś do samego kultu wizerunków, to spierali się chrześcijanie między sobą nie tylko o samą ideę, ale i o to, która Matka Boska prawdziwsza i bardziej skuteczna, ta na płótnie, ta na desce wymalowana, czy też ta w kamieniu wykuta. Były to spory teologiczne, ale przenosiły się na rynki i zaułki miast, i niejeden zębów z tej okazji został pozbawiony. Co jakiś czas, z tej lub innej strony, pojawiał się jakiś reformator, co to figury tłukł, obrazy niszczył, a nawet krzyże w szczytnych celach obrony białej rasy podpalał.
Co się takiego stało, że dziś w katolickiej oazie spokoju i tolerancji, jak to Polskę od wieków zwano w Europie, ktoś śmiał na czczony przez tak wielu wizerunek podnieść rękę zbrojną w żarówki z farbą? Ano wystarczy rozejrzeć się wokoło. Nie od dziś to właśnie tu profanowane są cmentarze, domy modlitwy innych wyznań, a miejsca pamięci ludzi o innych niż katolickie przekonaniach są zamalowywane farbą, oblewane fekaliami, albo wręcz unicestwiane. Jakiś czas temu wspominałem, że jeśli się temu nie postawi tamy, ta obrzydliwa fala dosięgnie nas wszystkich.
Jeszcze wczoraj można to było zrobić, jutro będzie za późno. Policjantów nie wystarczy, by chronić przed frustratami wszystkie cmentarze, kapliczki, krzyże przydrożne i pomniki różnej proweniencji. Gdy ponad rok temu dokonano profanacji w Jedwabnem, biskupi nabrali wody w usta. Gdy podobnie potraktowano farbą mogiłę pod Ossowem, również nie udało się wykrzesać słów apelu ku opamiętaniu oszołomów. Gryzmoły na macewach, pomnikach żołnierzy radzieckich, poniemieckich cmentarzach. No to teraz mamy bojownika o prawdę na Jasnej Górze. Gdzie wypiszą swe hasła jutro?
Minister apelował o reakcję biskupów na mowę nienawiści. Bezskutecznie. Biskupi zapewne zaapelują o nowy akt prawny chroniący święte dla jednych, a bluźniercze dla innych wizerunki. Próbę generalną z krzyżem już mieliśmy. I to zarówno z tym powieszonym nocą w sejmie, jak i z tym postawionym przed pałacem prezydenckim. Może podobne szyby jak na Jasnej Górze przyjdzie teraz zamontować przed każdym wizerunkiem, każdą figurą i płaskorzeźbą. Potem jeszcze kamery i prąd elektryczny podłączony do ogrodzenia. Jeśli nie nauczymy się wzajemnego szacunku i tolerancji wobec innych, jutro nawet znaczek wpięty w klapę nie będzie bezpieczny, a wraz z nim właściciel klapy.
