REKLAMA
„ Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym”/ Łk 2,41-42/
Dla Żydów świątynia była miejscem świętym i gorliwie pielgrzymowali doń przy każdej nadarzającej się okazji. To trochę tak, jak się sprawy miały jeszcze do niedawna z naszym pielgrzymowaniem na Jasną Górę. Jan Paweł II mówił, że Polacy przyzwyczaili się przychodzić na to miejsce z ważnymi dla siebie sprawami. Dla wprawionych w obmywaniu swych trosk i radości atmosferą uświęconych miejsc, przykazania o religijnych obowiązkach trącą truizmem i banałem.
Maryi i Józefowi to, co związane z modlitwą, z wiernością przymierzu, rytualną czystością, szacunkiem dla szabatu, było tak bliskie, jak codzienna troska o syna i o siebie nawzajem. Mówimy o nich święta rodzina. I w tym pełnym prostoty i wierności sensie było takich rodzin niezliczenie wiele. To prawda, że tylko w ich domu, jak wierzą chrześcijanie, wzrastał Syn Boga i Zbawiciel wszystkich ludzi. Ale domów, rozbrzmiewających psalmami, oświetlonych blaskiem szabatowych świec i utkanych wzajemną miłością mieszkańców, było i w tamtych czasach, i wcześniej, i potem wiele, bardzo wiele. Może więc warto w obliczu zjawiska, nazywanego przez specjalistów kryzysem rodziny, spojrzeć w okno nazaretańskiego domu i zobaczyć, czego nam brakuje, by i u nas rozpalić szczęśliwe domowe ognisko i podtrzymywać jego żar.
Rodzice Jezusa co roku pielgrzymowali do Jerozolimy. A więc wystarczyło im raz w roku stanąć w świątynnych progach, by być świętą rodziną. Dziś niektórzy w poszukiwaniu świętości gotowi nie wychodzić ze świątyni, albo z jednej pielgrzymki do świętych miejsc przesiadać się niemal natychmiast do kolejnej pielgrzymkowej kompanii.
W nazaretańskim domu nie wisiał na ścianie żaden święty wizerunek, który by myśl domowników kierował wyżej i wyżej. A przecież wpatrując się w pył pokrywający uliczki Nazaretu, nabierając wodę ze studni i układając mace na stole zmierzali świeci domownicy prostą drogą do Królestwa Bożego.
Józef z Maryją wędrowali co roku do Jerozolimy, a z kim zostawiali na czas pielgrzymki umiłowanego syna? Ewangelista szczegółowo pisuje etapy pielgrzymowania i poszukiwania dwunastoletniego Jezusa. Myślę, że nie pominąłby zwyczaju pielgrzymowania całej rodziny, a on wspomina tylko rodziców. Może zostawał Jezus w towarzystwie dziadków albo sąsiadów, albo wśród innych dobrych ludzi, których zapewne wtedy nie brakowało. Tak było przez wiele lat, wszak rodzice co roku pielgrzymowali.
Wyobraź sobie Nazaret, miasteczko bez świątyni, domy bez obrazów i ołtarzyków, bez religijnego radia i katechetycznych indeksów. Wyobraź sobie rozstaje dróg bez kapliczki i przydrożnego krzyża. Wyobraź sobie południe bez dzwonów i wieczór bez jasnogórskiego apelu. Cichy, zwyczajny, oparty na tradycji praojców Nazaret. Droga do świętości rodziny, każdej rodziny.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?