REKLAMA
„Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także się ochrzcił.” / Łk 3,21 /
W tej informacji nie ma śladu dramatyzmu. Łukasz, który dopiero co opisywał spotkania z aniołami Zachariasza, Maryi, a nawet betlejemskich pasterzy, tym razem ukazuje Jezusa w tłumie podchodzących do Jana Chrzciciela w wodach Jordanu. Jedynym wyróżnikiem z tego tłumu jest gołębica, która pojawia się przy Jezusie po tym sakralnym obmyciu, a może w jego trakcie. Nie jakaś niezwykła, zdaje się prosta niczym inne gołębie przylatujące nad Jordan. Pośród obsypanych pyłem drogi zwyczajnych ludzi, podobny do nich Jezus z Nazaretu.
Dawno, dawno temu jeden z moich seminaryjnych kolegów pisał pracę magisterską o skuteczności chrztu zwanego przez teologów „janowym”. Ciekawe zagadnienie. Po wielu miesiącach pracy, gdy dzieło było na ukończeniu, zapytałem o konkluzje. Odpowiedź była tak niejednoznaczna, że postawione na początku pytanie pozostało właściwie bez odpowiedzi. A przecież Jan chrzcił blisko dwa tysiące lat temu. My, ludzie Kościoła, do dziś nie potrafimy jasno określić teologicznego znaczenia tamtego chrztu. I to mimo wypowiedzi Jezusa na temat Jana Chrzciciela, mimo kanonizacji tego proroka, mimo wielowiekowych badań nad tym zagadnieniem. Dziś mój seminaryjny kolega reprezentuje Stolicą Apostolską w jednym z odległych krajów jako nuncjusz. Co odpowie w imieniu Kościoła na pytanie o to, czy chrzest w Jordanie obmywał z grzechów, czy też nie? A co odpowie inny przedstawiciel tegoż Kościoła zapytany o wieczny los milionów ludzi, którzy rodzili się i umierali na tym świecie zanim Abraham poszedł w nieznane posłuszny Bożemu wezwaniu? Jaki będzie wieczny los krwawych mężów wyruszających na wyprawy krzyżowe i wyposażonych w papieskie obietnice odpuszczenia grzechów? Jaki będzie wieczny los ich pogańskich lub innowierczych ofiar, których jedyną winą było to, że znaleźli się na drodze tamtej krzyżowej nawałnicy?
Jak to było naprawdę ze stworzeniem, jak się ma rzecz z grzechem, zwanym mądrze pierworodnym, u ludzi, którzy umarli zanim Jezus ustanowił chrzest? Po co poddała się żydowskiemu oczyszczeniu na czterdziesty dzień po urodzeniu Jezusa Niepokalanie Poczęta? Jaka grupę krwi miał Jezus i czy jest ona zgodna z grupą krwi ujawnioną podczas cudów eucharystycznych? Co się stało z żydowskim ciałem Jezusa po Jego Wniebowstąpieniu i czy jego włosy, paznokcie i naskórek rozsiane po ziemi zwanej świętą, jako relikwie Syna Bożego, naprawdę tę ziemię uświęciły...
Wśród tych pytań i setek tysięcy innych, na które naprawdę trudno jednoznacznie odpowiedzieć, są i te związane z dzisiejszym czytaniem z Ewangelii. Dlaczego Jezus przyjął chrzest pośród wielu innych ludzi, jeśli w Jego przypadku chrzest obmywający z grzechów był Mu zupełnie niepotrzebny. A jeśli ten chrzest miał być zupełnie innym chrztem, to może należało spokojnie poczekać, aż lud się oddali znad Jordanu i podejść do Jana Chrzciciela tak, by słowa o Baranku Bożym mógł powiedzieć Jezusowi prosto w oczy i usłyszeć od Jezusa to, o co będzie później dopytywał z herodowego lochu. Dlaczego Syn Boga żywego nie opowiedział ludziom zgromadzonym wokół Jana i samemu Chrzcicielowi o skuteczności tego obmycia w wodach Jordanu. Nie musiałby późniejszy nuncjusz, pisząc magisterkę w seminarium, szukać bezskutecznie odpowiedzi na to jedno z podstawowych pytań dotyczących tamtej sceny nad Jordanem.
Słyszę przedstawicieli Kościoła, którzy autorytatywnie, to znaczy głośno i z naciskiem, wypowiadają się w kwestiach, w których z racji swego wykształcenia, wiedzy, umiejętności i rozeznania nie powinni się raczej wypowiadać. Apostoł Paweł, choć apostołem był, to na temat niewolnictwa, na temat miejsca kobiet w kościele i na temat leczenia pewnych dolegliwości wypowiadał sądy, delikatnie rzecz nazywając, wątpliwej jakości. Apostoł Piotr, choć książę apostołów, naraził się apostołowi Pawłowi raz jedząc potrawy nieczyste, to znów ich unikając. Apostoł Jan, choć opisał siebie jako tego, który po śmierci Mistrza wziął Jego Matkę do siebie, to jednak mało zdawał się przysłuchiwać Jej słowom, bo nie zapisał w swojej ewangelii ani historii narodzin Jezusa, ani cudownego Magnificat, ani nawet słowem nie wspomniał o ucieczce do Egiptu i pierwszej dramatycznej pielgrzymce Jezusa do świątyni w Jerozolimie.
Zasiądźcie hierarchowie nad księgami świętymi, które Bóg powierzył Kościołowi dla dobra zbawianych, to znaczy dla dobra wszystkich. Wyjaśniajcie, albo przynajmniej starajcie się wyjaśniać, najpierw pomiędzy sobą, a następnie nam prostaczkom, tamte zdania, zwroty, zdarzenia i logia. Nie waszą rzeczą badanie gwiazd i komórek macierzystych, i zakrzywienia czasoprzestrzeni, i genetycznie modyfikowanych struktur. Meandry polityki, ekonomii, kryminalistyki, awiacji, a nawet socjologii trudne są do zgłębienia nawet dla specjalistów, którzy zęby i nie tylko zęby na tym zjedli.
Tak by się chciało widzieć kaznodziejów, którzy pochyleni nad świętą księgą będą szukać prawdy objawionej i słyszeć jak dzielą się z wiernymi owocami tych żmudnych poszukiwań.
