REKLAMA
„ Zdarzyło się, gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret, że zobaczył dwie łodzie, stojące na brzegu, rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.” / Łk 5,1-3/
Dobrze wiemy z licznych wzmianek w Ewangelii, że Jezus często przebywał, a z biegiem lat również nauczał w synagogach. W synagodze przechowywane są święte zwoje, święte księgi, z których zebrani czytają słowo Boże. Tam gromadzili się Żydzi w każdy szabat, ale pojawiali się w synagodze również w nieświąteczne dni. Wielu nie wyobrażało sobie dnia bez modlitwy w pobliskiej synagodze. A podstawową modlitwą Żydów jest odczytywanie słów zapisanych w świętych dla nich księgach Biblii i rozważanie tych słów. Te słowa poznawali od wczesnego dzieciństwa. Te słowa powtarzali przy różnych okazjach, w różnych życiowych okolicznościach i po wielokroć każdego dnia. Nie przypadkiem ten naród bywa nazywany „narodem Księgi”.
Oczywiście to, co dla jednych jest święte, dla innych jest tylko czcigodne albo ważne, albo ciekawe, albo zupełnie obojętne, czy nawet śmieszne. To, że ktoś inną osobę uważa za najpiękniejszą, najmądrzejszą czy wręcz ukochaną, wcale nie znaczy, że wszyscy inni powinni oceniać podobnie. By przed czymś lub przed kimś upaść na kolana, wzdychać z zachwytu i adorować z otwartymi ustami, najpierw należy to piękno samemu odkryć, tę mądrość usłyszeć, tego dobra doświadczyć.
Może i masz rację głosząc, że ten zamek z piasku i ten samolot z olchowych patyków ani się w niebo nie wzniesie, ani nie zapewni schronienia ich małym budowniczym. Ale uszanuj ich trud, ich zachwyt, ich marzenia, pragnienia i wyobraźnię. Pozwól im dorastać i dojrzewać do odkrywania skarbów jeszcze bardziej godnych uznania, podziwu i przepełnionych niezbywalną wartością. Dla mnie te słowa, te miejsca, te osoby są święte. Tak to przeżywam i staram się żyć odnosząc się do nich ze czcią. Ale jednocześnie nikomu tego narzucać ani nawet reklamować przed kimkolwiek nie zamierzam. Każdy człowiek ma prawo w swoim sercu zbudować taką świątynię, wznieść taki ołtarz i powiesić taki wizerunek, który uzna za święty. Uszanujmy nawzajem u siebie te świętości, które są dla bardzo wielu schronieniem, wytchnieniem, oparciem czy wręcz stanowią dla nich podstawowe, a może nawet jedyne uzasadnienie sensu życia.
Warłam Szałamow w jednej z opowieści kołymskich wspomina księdza, który na leśnej polanie modli się samotnie, powtarzając zapamiętane słowa z liturgii. Nie ma ani ksiąg, ani hostii, ani kropli wina. Jedynie zapamiętane słowa i zwykły łagrowy ręcznik zawieszony na szyi i jak przez mgłę przypominający kapłańską stułę, którą nosił dawno, dawno temu, zanim jeszcze jako „wróg ludu” został tu zesłany. Dla specjalistów ślęczących nad księgami liturgicznych przepisów czyn tego więźnia nie tylko nie miał nic wspólnego z Liturgią, ale był wręcz bezprawiem i łamał wszelkie dotyczące liturgii kanony. Dla księdza-więźnia był niczym łyk świętości, który zaczerpnął ze wspomnień i którym się pokrzepił.
Brzeg jeziora z całą pewnością w niczym nie przypominał miejscowej synagogi. A jednak tłumy ludzi przybyły w to miejsce nie po to, by Jezusa zobaczyć, by Go dotknąć, czy też by wyprosić u Niego jakąś szczególną łaskę. Ewangelista pisze o tym wprost i jednoznacznie, że oni cisnęli się, aby słuchać słowa Bożego. Przecież mieli w swoich miejscowościach i synagogi, i zwoje Tory, i rabinów, i nabożeństwa. Dlaczego więc szukali nad jeziorem słów wypowiadanych przez tego niezwykłego rabina, Który ponoć przemawiał nie jak ich uczeni w Piśmie, ale jakoś inaczej, z mocą.
W każdym z naszych kościołów przy okazji każdego zgromadzenia czytane jest słowo Boże i nad tym słowem powinien pochylać się zarówno przewodniczący Liturgii, jak i wszyscy zebrani. Czy ludzie wędrujący od kościoła do kościoła szukają cieplejszego wnętrza, krótszej Liturgii, artystycznej oprawy lub przebojowego księdza? A może tak jak tamci gromadzący się nad jeziorem Genezaret szukają słowa Bożego? Takiego słowa, które trafi do ich serc i umysłów, i o którym powiedzą, lub choćby pomyślą – to były naprawdę święte słowa.