REKLAMA
„ W tym czasie przybyli niektórzy i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czy myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie.” / Łk 13,1-3 /
Jawna zbrodnia okupanta dokonana na rodakach Jezusa, a na domiar złego połączona ze zbezczeszczeniem Świątyni Jerozolimskiej. Gdy niektórzy donieśli o tej zbrodni Jezusowi, to przecież nie po to, by Go o niej poinformować. Donieśli, by usłyszeć słowa jednoznacznej oceny, sprzeciwu, oburzenia i potępienia. Potępienia kogo? No oczywiście samych sprawców, ale i ich mocodawcy – Heroda, i całej rzymskiej okupacji, i w ogóle wszystkich, którzy nie są Żydami. Proste, jednoznaczne wyroki są czymś niezwykle pożądanym, oczywiście w stosunku do naszych wrogów, przeciwników, adwersarzy. Ocena pamiętnej rzezi Ormian z początków poprzedniego wieku jest niemal jednoznaczna wszędzie, poza Turcją. To, co mówią i myślą na temat zbrodni w Jedwabnem i Wąsoszu prawie wszyscy postronni obserwatorzy, wyraźnie odbiega od ocen i odczuć, które rodzą się na samo wspomnienie tamtych wydarzeń w sercach mieszkańców tych miejscowości. Wyjaśnienia śmierci Johna F. Kennedy'ego, Władysława Sikorskiego i Lecha Kaczyńskiego jeszcze długo, a może i nigdy, nie przekonają myślących inaczej.
Jest pośród ludzi bardzo rozpowszechniona skłonność do piętnowania i zakreślania wyrazistą linią błędów innych, przy jednoczesnej wyrozumiałości i rozmywaniu takich samych czynów, jeśli były one naszego autorstwa. Nagrody otrzymane przez innych są dowodem ich zachłanności, pychy, chciwości, zaś te same nagrody nam przyznane okazują się być skromnym wyrazem wdzięczności społeczeństwa za nasze dla niego zasługi, nawet wtedy, gdy sami z trudem potrafimy je nazwać. Przestępstwa ludzi Kościoła bywają przez nich samych nazywane grzechem, z obowiązkowym dopowiedzeniem, że przecież wszyscy jesteśmy grzesznikami. Dokładnie taki sam czyn, dokonany przez ludzi spoza Kościoła, jest dla hierarchów czynem domagającym się publicznego napiętnowania dla wspólnego dobra.
Świat, jaki jest, każdy widzi, albo przynajmniej ma szansę zobaczyć. Dziś ta możliwość przyglądania się światu jest o wiele większa i bardziej dostępna niż jeszcze kilkanaście lat temu. Wiedza o świecie staje się dostępna mimo prób utajnienia, ukrycia, konspiracji. Jeśli faktycznie powstał raport kardynałów - „detektywów”, który tak wstrząsnął papieżem i ukazał tak niekorzystny obraz wielkich ludzi Kościoła, to jest tylko kwestią czasu, kiedy te informacje dotrą do wiernych i niewiernych na całym świecie. Dziś kamery są nie tylko w monitorowanych obiektach, w policyjnych radiowozach i na ruchliwych skrzyżowaniach. Dziś mają je przy sobie pasażerowie, przechodnie, uczniowie, pacjenci, a nawet dzieci. Jeszcze wczoraj czekaliśmy na wypowiedź rzecznika, na konferencję prasową, na oficjalny komunikat, na źródłową informację. Dziś o tym, czego nie chce ujawnić minister, biskup, generał i prezes - opowie sąsiad z okna naprzeciwko, kamerdyner, bezdomny grzebiący w śmietnikach albo komputerowy pasjonat. Informację na dowolny temat i o dowolnej osobie zbiera dziś i rozpowszechnia rosnąca z dnia na dzień rzesza bezimiennych. Coraz więcej ludzi, zamiast podziwiać, rozważać, reagować, czy po prostu ratować, decyduje się fotografować, nagrywać, relacjonować i komentować. Widząc wypadek wyciągają aparat, by zrobić zdjęcie. Każde zdarzenie, potknięcie, przejęzyczenie, gafa, czy bluzg, jeśli miały choćby jednego świadka, mogą jutro stać się wiadome wszystkim. Wczoraj wystarczyło w takiej sytuacji jedno „przepraszam” i było po sprawie. Dziś - jedno potknięcie może człowieka kosztować długą albo i dozgonną infamię.
Co więc mamy zrobić, gdy docierają do nas wieści o ludzkich tragediach, nieprawościach, zbrodniach lub zwyczajnych życiowych niepowodzeniach? Jak mamy reagować, gdy donoszą nam, gdy opowiadają o innych? Proponuję wziąć sobie te opowieści głęboko do serca. Obudzić w sobie współczucie dla ofiar, zaś wobec sprawców - spróbować stanąć na ich miejscu, wszak są oni ludźmi bardzo podobnymi do nas. Może po takim intelektualnym i duchowym wysiłku zatrzymamy się kiedyś w pół słowa, cofniemy o pół kroku, zamilkniemy wśród zgiełku, a ręka nam zadrży, nim podpiszemy się pod listą poparcia, pod petycją czy protestem.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?