REKLAMA
Teraz wszystko się zmieni, choć zarazem wszystko zostanie po staremu. Taki sam papież, od wielu wieków ubrany w białą sutannę i białą piuskę, będzie przewodził „Łodzi Piotrowej”. Tym razem jednak będzie to papież o imieniu Franciszek, i to jest zupełne novum w całej dotychczasowej historii papiestwa. Będzie tę posługę pełnił prawdopodobnie aż do śmierci, a cały Kościół życzy mu jeszcze bardzo wielu owocnie przeżytych lat. Może się jednak zdarzyć, i doświadczenie ostatnich tygodni pokazało to wyraźnie, że i ten papież może za jakiś czas uznać, podobnie jak Benedykt XVI, że mu sił nie wystarcza, by podołać zadaniom stającym przez biskupem Rzymu. Właściwie, z tygodnia na tydzień, abdykacja papieża stała się jedną z normalnych form zakończenia tej niezwykłej misji w Kościele, i to jest kolejne novum, z którym musimy się liczyć.
Już niebawem nowy papież wkroczy razem z całym Kościołem w święte Triduum Paschalne, i uczyni to wzorem wszystkich swoich poprzedników. A więc będzie tak, jak dzieje się w Kościele od samego początku. Może się jednak okazać, że bazylika Świętego Piotra stanie się po raz pierwszy miejscem, w którym papież Franciszek uklęknie, jak to czynił w swojej katedrze, by obmyć i ucałować nogi kolejnych nieszczęśników skrzywdzonych przez los, przez innych ludzi, albo i przez siebie samych. Być może AIDS, narkomania, alkoholizm będą dla tych dwunastu z wielkoczwartkowej liturgii przepustką do bazyliki Św. Piotra, a nie wilczym biletem.
Kto wie, czy po prostu z dnia na dzień nie wyniosą watykańscy pracownicy misternie zdobionych foteli z prezbiterium do watykańskich muzeów. Może staną w ich miejsce proste krzesła, a biskupi na całym świecie, nie chcąc zostać w tyle, podejmą i w swoich katedrach tę nową tradycję. Może taki los spotka również wyszywane złotem ornaty, kapy, baldachimy oraz lichtarze, diamentowe sukienki, złote korony, inkrustowane relikwiarze. Kto wie, może szybko ustąpią miejsca swoim prostym, ubogim odpowiednikom.
Jezuici wyróżniali się jak dotąd w historii Kościoła nie tylko gruntownym wykształceniem i dodatkowym ślubem wierności papieżowi, ale również niekonwencjonalnością środków podejmowanych w służbie ewangelizacji. W historii Kościoła przychodziło im w związku z tym płacić bardzo wysoką cenę. Decyzją papieża Klemensa XIV pozbawiono ich domów, szkół, kolegiów, szpitali, gospodarstw i każdej innej własności, niszcząc sieć ponad ośmiuset instytucji jezuickich rozsianych po świecie. Nie wierzę, by papież Franciszek zażądał teraz, wzorem polskich biskupów, powołania specjalnej komisji do zwrotu tych dóbr. A cudem by było, gdyby papieski przykład zainicjował jakąś zmianę w tym zakresie i u nas.
Ile takich niespotykanych dotąd gestów, znaków, decyzji, wypowiedzi i zachowań stanie się naszym udziałem, to pokaże przyszłość, i to być może już ta najbliższa. Lektura raportu kardynałów i rozmowa z papieżem-emerytem nie zajmie papieżowi Franciszkowi zbyt wiele czasu, ale wnioski z nich wynikające, zwłaszcza te personalne, będą dostrzegalne gołym okiem nie tylko dla watykanistów i speców od kurii rzymskiej i jej kongregacji, ale nawet dla postronnych obserwatorów. Kto liczył na to, a myślę, że byli to naprawdę nieliczni, że papież Franciszek odnajdzie kamienne tablice przykazań i każe skuć drugie z nich, a dziesiąte rozdzielić na dwa, żeby się zgadzało, ten się z pewnością zawiedzie. Ale już zmiana tak zwanych kościelnych przykazań może katolikom na całym świecie dać wiele do myślenia.
Jeszcze papież Franciszek nie zdążył zakończyć pierwszej doby swego pontyfikatu, a już napisał ciepły list do rabina Rzymu, wspomniał o swojej głębokiej nadziei, że będzie mógł się przyczynić do postępu w relacjach między Żydami a katolikami, i zaprosił rabina na swoją inaugurację. Leon XII zrobił coś wręcz przeciwnego, Janowi Pawłowi II zajęło to dobrych kilka lat, a Franciszkowi...
Gdy się ma za sobą 76 lat życia, a większość z nich w służbie Kościołowi, to raczej z przyzwyczajenia można przyklęknąć, przechodząc przez widownię kina lub teatru, albo podać rękę do ucałowania konduktorowi proszącemu o bilet. Jeśli więc taki doświadczony kardynał wita wiernych na placu Św. Piotra słowami – Buona sera (Dobry wieczór) to można przypuszczać, że wie co mówi i do kogo kieruje to pozdrowienie. Dziś słów papieża nasłuchują ludzie z różnych stron świata i w zależności od tego, co usłyszą i zobaczą - albo odwrócą się i odejdą w swoją stronę, albo zatrzymają się i posłuchają, co ten dziwnie ubrany człowiek ma im jeszcze do powiedzenia. Zmiana języka, którym papież komunikuje się nie tylko z wiernymi, ale i ze światem, może okazać się znacząca.
Jorge Mario Borgoglio w swojej diecezji jeździł do pracy miejskimi środkami komunikacji, a tuż po wyborze na papieża pojechał na kolację busikiem wraz z kardynałami. W mojej diecezji stacja kolejowa jest tuż przy siedzibie kurii biskupiej. Kto wie, może, naśladując przykład papieża, nasi biskupi wyruszą na wizytacje parafii pociągiem podmiejskim, tak jak to robią każdego dnia ich diecezjanie. Może wtedy usłyszą, podobnie jak kardynał Borgoglio, opinie współpasażerów o Kościele, o biskupach, o problemach, jakimi żyją wierni na co dzień.
Kościół nieustannie potrzebuje reformy, przemiany, nawrócenia. Zmiany struktur mogą być w tym pomocne, ale najistotniejsza jest przemiana serc. Ileż nawyków, przyzwyczajeń, stereotypów powinniśmy usunąć z życia Kościoła do jakichś muzeów diecezjalnych, by dało się w naszych świątyniach oddychać atmosferą Ewangelii. Ileż zapiekłych sporów, uprzedzeń, konfliktów wewnątrz Kościoła i pomiędzy Kościołami lokalnymi powinniśmy spalić w wielkosobotnim ogniu, by wkroczyć z nowym papieżem w progi świąt paschalnych. Nowy papież, tak jak każda zmiana, budzi w nas nowe nadzieje. Kto wie, może przynajmniej niektóre z nich spełnią się wraz z pontyfikatem papieża Franciszka.
