REKLAMA
„A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się Jezus i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień.” / J 8,7 /
Byliśmy ostatnio świadkami kampanii medialnej, w której rodzice występują na plakatach i przed kamerą wraz ze swymi homoseksualnymi dziećmi. Skoro są ich rodzicami, to zapewne te dzieci urodziły się i wychowały w rodzinach heteroseksualnych. Można więc mieć wyraziste i skonkretyzowane poglądy w bardzo wielu kwestiach i pozostać szczerze życzliwymi dla ludzi ich nie podzielających. To prawda, że trudno zasiąść do stołu w dzień wyborów i bez emocji rozmawiać ludziom popierającym konkurujące ze sobą siły polityczne lub zwalczających się kontrkandydatów. Pewnie równie trudno usiąść na widowni stadionu w gronie przyjaciół, z których część żywiołowo kibicuje jednej, a część przeciwnej drużynie. Tak, to jest trudne, czasem nawet bardzo trudne, ale przecież możliwe. Dawniej tak zwane małżeństwa mieszane, a więc takie, w których małżonkowie należą do różnych wyznań, a nawet do różnych religii, były w większości religii niedopuszczalne. Dziś, w świecie ludzi przemieszczających się, kontaktujących się z przyjaciółmi w odległych zakątkach świata, zakładających rodziny w zupełnie nowym otoczeniu - takie małżeństwa stały się czymś bardzo rozpowszechnionym. Życie pełne jest różnorodności i właściwie samo życie i to, co ono niesie ze sobą, powinno nas uczyć tolerancji, otwartości na innych, szacunku dla siebie nawzajem i akceptacji odmienności. Jest we Wrocławiu dzielnica czterech świątyń, zwana też dzielnicą tolerancji. Do tych świątyń zdążają ludzie podzieleni religijną przynależnością i poglądami na bardzo wiele kwestii. Ale spotykają się po nabożeństwach razem, by budować to, co jest dla nich wspólne, co łączy, co umacnia, co jednoczy ponad podziałami.
Rzucanie kamieniami chyba od zawsze miało za zadanie odstraszyć, odgonić albo i wprost zabić tych - innych. Kamień w ręku człowieka zazwyczaj nie wróżył nic dobrego. Ponoć stąd wziął się gest wyciągniętej dłoni na powitanie, dłoni otwartej i ukazującej, że nie skrywa kamienia. Przypadkowy kamień, nawet niewielki, może dotkliwie zranić, czy nawet zabić. Cóż dopiero kamienie rzucane w czyjeś okna albo w okna przejeżdżającego pociągu, albo zrzucane na jadące samochody czy rzucane w kierunku protestujących, manifestujących, czy blokujących manifestacje. Kamień wcale nie musi być ogromny jak ten nad Czelabińskiem. Nie musi być rzucony celnie i z wielką siłą. Taki kamień może być niczym iskra rozpalająca ogień nienawiści. Niczym niepozorny początek lawiny niszczącej wszystkich i wszystko na swej drodze. Czasem nawet tego, który pierwszy cisnął kamieniem.
To spotkanie kamiennej bezduszności i siły z wszechobecną różnorodnością może, i niestety często owocuje, fatalnymi skutkami. Zło zagraża każdemu z nas z osobna i wszystkim nam razem. Zło należy dostrzegać, piętnować, stawiać mu tamy i bronić się przed nim. Jednak zwalczanie jednego zła innym złem - nie ratunek, ale trumf zła przybliża. Ukamienowani i kamienujący stają się ofiarami zła. Kto dziś uderzył kamieniem, jutro uczyni to z większą wprawą i z większą determinacją. Jutro, nawet gdy nie znajdzie pod ręką kamienia, rękę zaciśnie w pięść, by nią uderzyć. Jeśli nie potrafi dorzucić kamieniem na trudną do pokonania odległość, uderzy swym słowem odpowiednio twardym, by skutek tych słów był niczym grad kamieni.
Ktoś powie, że przecież w Piśmie świętym „takie czyny” są nazwane złem, grzechem, nieprawością. Mojżesz kazał nam takie zło usunąć spośród siebie, nie przebierając w środkach. Posłuchajmy więc Mojżesza i Pawła apostoła, i wielu innych rozpalonych ogniem gorliwości. Wypalmy zło rozpalonym żelazem, i kamieniami wytłuczmy przyłapanych na gorącym uczynku. Już słyszę świst kamieni lecących na głowy przekupnych sędziów, policjantów, skorumpowanych lekarzy, pijanych kierowców - sprawców wypadków. Już widzę obrzucone gradem kamieni domy rozwodników, właścicieli browarów, sex-shopów i sklepów z alkoholem. Już wyobrażam sobie zatłuczone kamieniami nie tylko tirówki przy drogach i pracownice agencji towarzyskich, ale i kobiety samotnie wychowujące dzieci, i pary jednej płci zamieszkujące pod wspólnym dachem. Gdy słucham niektórych moich współwyznawców, to w ich wypowiedziach, apelach, protestach i wystąpieniach słyszę echo historycznego – bij, kto w Boga wierzy! Ciarki przechodzą po plecach, gdy słyszę tych interpretatorów Biblii, obrońców prawa bożego i słuchaczy Mojżesza nakazującego kamienowanie grzeszników.
Jezus wobec jawnego grzechu, opisanego w Biblii pod sankcją ukamienowania, mówi do nas wszystkich - Rozejdźcie się do domów! Zamknijcie się w waszych domach i opłakujcie w żalu wasze grzechy. A komu łez wystarczy, niech jeszcze łzę uroni nad grzesznikami spotkanymi na drodze, obejrzanymi na ekranie telewizora, opisanymi w prasie i piętnowanymi z parafialnej i parlamentarnej ambony. Kamienie zostawcie budowniczym autostrad i remontującym pas startowy na lotnisku w Modlinie.
