REKLAMA
„Lud stał i przyglądał się, przełożeni zaś urągali Jezusowi: Innym niósł ratunek, niech teraz sam siebie ratuje, jeżeli jest Mesjaszem, wybrańcem Boga. Natrząsali się też z Niego żołnierze, podawali Mu ocet i mówili: Jeżeli ty jesteś królem żydowskim, ratuj sam siebie. Był także nad nim napis po grecku, łacinie i po hebrajsku – To król żydowski. Jeden z ukrzyżowanych złoczyńców bluźnił przeciwko niemu: Czyż ty nie jesteś Mesjaszem? Ratuj sam siebie i nas. Drugi prosił: Jezu, wspomnij na mnie, kiedy wejdziesz do swego królestwa. Jezus zapewnił go: Zaprawdę mówię ci, dziś ze mną będziesz w raju.” / Łk 23, 35-39 i 42-43/
Nad głową Jezusa, zapewne podobnie jak nad głowami innych skazańców, zawieszono napis z tytułem winy. Ten tytuł nad głową Jezusa musiał być szczególnie wymowny. Rzymianie nie szczędzili swoim poddanym widoku egzekucji podobnych do tej. Stąd niejedną uliczkę, ulicę, a nawet drogę rzymskiego imperium można by określić mianem drogi krzyżowej. Można by użyć tej nazwy, ponieważ tymi uliczkami skazańcy nieśli krzyże na miejsce swej straszliwej śmierci, albo też wzdłuż tych dróg ustawiano krzyże, nawet setki i tysiące krzyży, na których umierali ukrzyżowani. To była swojego rodzaju rzymska pedagogika, mająca wychowywać poddanych do posłuszeństwa prawom wprowadzanym przez Rzymian i ukazująca, przechodzącym obok ukrzyżowanych, konsekwencje łamania tych praw. Myślę, że tylko nieliczni zwrócili wtedy uwagę na kolejną grupę skazańców eskortowanych przez żołnierzy, przepychającą się ku wzgórzu Golgoty. Wszak działo się to u progu wielkiego święta, gromadzącego tłumy pielgrzymów ze wszystkich krańców imperium. Tym, co mogło wzbudzić zainteresowanie skazańcami, mógł być właśnie napis, jakby reklamujący w trzech językach niezwykłość jednego z nich i potwierdzającą sentencję wyroku okrutną cierniową koronę. Ludzie ludziom i przed tamtym pamiętnym dniem, kiedy umarł Jezus, i po tym dniu, wymyślali i wyświadczali takie udręki, tortury, męczarnie, tak pozbawiali życia jedni drugich, że konanie na Golgocie, poza religijnym, nie miało waloru wyjątkowości.
Ta powszechność, a nawet pospolitość okrucieństwa, trochę wyjaśnia niewielką liczbę osób opisanych przez ewangelistów jako zaangażowanych, czy choćby zainteresowanych krwawym konduktem Wielkiego Piątku. Szymon z Cyreny i płaczące niewiasty... W przypadku znanego nauczyciela i cudotwórcy taka obojętność może być jednak uznana za niezrozumiałą, a może nawet za kompromitującą. Zwłaszcza tuż po Jego tryumfalnym wjeździe do Jerozolimy. W takim tłumie obojętnym, skupionym na sobie, kłębiącym się na jerozolimskich uliczkach mógłby się bez trudu skryć niejeden z apostołów, uczniów, czy choćby ludzi wdzięcznych za uzdrowienie. Skoro ewangeliści nie wspominają żadnej z tych postaci, to wielce prawdopodobne, że ich tam nie było.
Interesujące są zapisane przez ewangelistów reakcje świadków ukrzyżowania. Te zaś zdają się wprost wynikać z lektury zapisanego tytułu winy. Żydzi z tego napisu wnioskują wprost o mesjańskich pretensjach Jezusa. Oni od wieków oczekiwali króla, który wyzwoli ich naród i znów uczyni go wielkim. O takiego króla - Mesjasza modlili się i takiego z utęsknieniem wyglądali. Stąd zapewne nawoływania prostych ludzi, by właśnie teraz okazała się ta mesjańska, wyzwalająca moc. Takiej mocy oczekiwali również apostołowie spierający się o stanowiska w królestwie Jezusa. Tego wyczekiwał lud wpatrzony w napis nad skazańcem i jego przybite do drzewa ciało. Zupełnie nie rozumiem, co miał na myśli ewangelista Łukasz, określając słowa przełożonych ludu jako urąganie. Przecież oni wspominają pomoc, jakiej Jezus udzielał potrzebującym, a zaraz potem wypowiadają nadzieję wspólną dla wyczekujących Mesjasza. W czym zawiera się bluźnierstwo jednego z ukrzyżowanych, proszącego o pomoc Mesjasza? Gdyby te same słowa wypowiedziała stojąca pod krzyżem Matka, uznalibyśmy je za modlitwę wstawienniczą za ukrzyżowanych. A ów dobry łotr, obdarzony przez Jezusa obietnicą rychłego oglądania raju? On prosi tylko za siebie. Bo skąd on wiedział, że Jezus nic złego nie uczynił? Ano prawdopodobnie również z tabliczki z tytułem winy umieszczonej nad głową Jezusa.
Jedno zdanie, zapisane w trzech językach - jednemu otwiera drogę do raju, innych prowokuje do oczekiwań i wypowiedzi, które ewangelista określi mianem bluźnierstwa, czy choćby urągania. Gdyby nad głową Jezusa umieszczono imiona ludzi, których wskrzesił, uzdrowił, wyzwolił z mocy złego ducha, zapewne przechodzący mimo inaczej reagowaliby na tego skazańca umierającego za murami miasta. Gdyby któryś z apostołów nieprzymuszony pomógł Mu dźwigać krzyż, może by usłyszał i przekazał potomnym słowa wyszeptane przez Mistrza w trakcie tej drogi. Gdyby stanęli pod krzyżem ci dwaj, którzy chcieli zająć miejsca po prawej i lewej stronie Króla Żydowskiego, może by zrozumieli, jak głupia była tamta ich prośba. Wisi na krzyżu Król Żydowski, w koronie z ciernia i z wypisanym przez Rzymianina królewskim tytułem nad głową. A ci, których tam wtedy nie było, i ich następcy, oceniają i oskarżają uczestników tamtego dramatu i przechodzących mimo.
Kto z ludzi Kościoła stanąłby dziś obok króla żydowskiego albo choćby obok prostej Żydówki z żółtą gwiazdą Dawida naszytą na ubraniu? Który, z tych wyświęconych na następców apostołów, ujął by się za upadającym na drodze Żydem, którego tłum popycha, z którego szydzi, którego omija obojętnie? Kto Żydowi twarz otrze albo choćby zamaluje napis z tytułem jego winy, wymalowany na ścianie domu, albo wśród internetowych komentarzy pod jego nazwiskiem? Ta droga krzyżowa żydowskiego króla jeszcze się nie skończyła. Ciągle mamy okazję w niej uczestniczyć. Paradoksalnie, dziś dużo łatwiej niż wówczas w Jerozolimie, każdy z nas może dostrzec swoje miejsce wśród uczestników, bohaterów i antybohaterów wydarzenia z udziałem żydowskiego króla.
