REKLAMA
„ A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu.” / J 19,41-42 /
Od jakiegoś czasu pojawił się i w mojej parafii zwyczaj budowania sobie grobów na zaś, na przyszłość. Najczęściej to starzy ludzie przychodzą i z zatroskaniem o swoich bliskich podejmują decyzję o przygotowaniu sobie miejsca na cmentarzu. To taka dziwna troska o bliskich, która dalece wykracza poza zasady ekonomii tego świata. W pierwszym momencie budzi to pewien niesmak, opór, sprzeciw. To jak to jest w twojej rodzinie? Czyżbyście nie ufali, że wasi najbliżsi, których własną piersią wykarmiłaś, dla których trudziłeś się dni i noce, nie tylko boleśnie przeżyją twoją śmierć, ale i zrobią wszystko, co w ich mocy, by za twoje oddanie i dobro odwdzięczyć się choćby w ten sposób, że ciebie godnie pochowają? W naszym kraju nawet bezdomni, samotni i najbiedniejsi z biednych nie muszą się lękać, że ich doczesne szczątki będą poddane utylizacji jako nikomu niepotrzebne.
Jak się będą czuli twoi bliscy, przechodząc na cmentarzu obok kamiennej pieczary oczekującej cierpliwie na ich ojca, matkę, czy brata? Ta zapobiegliwość przybiera w niektórych regionach jeszcze bardziej dosadne formy. Oto niektórzy na tej pustej pieczarze wznoszą granitowy nagrobek, a na jego tablicy każą wykuć stosowną inskrypcję, w miejscu daty śmierci pozostawiając chwilowo puste miejsce. Zwęszyli okazje do zarobku i inni przedsiębiorczy. Oddaj nam swój dom za życia, a my cię tak urządzimy do śmierci i po śmierci, że wszyscy będą ci zazdrościć. Oddaj nam złoty złom z twojej szufladki, a my dorzucimy do twojej trumny pozłacane liście laurowe. Wpłacaj po złotówce dziennie na nasze konto, a my ci po śmierci zagramy nad grobem hejnał, pobudkę albo inny motyw muzyczny, jaki sobie tylko zażyczysz. Możemy ci zapewnić kremację, albo posypanie prochem ziemi z Ziemi Świętej, albo ziemią z Kresów, albo sproszkowanym meteorytem, byś stał się znów cząstką kosmosu.
Przejdźcie się po starych nekropoliach i obejrzyjcie poobijane kamienne figury, nadgryzione zębem czasu marmurowe tablice, przerdzewiałe łańcuchy i zeschłe wieńce pogrzebowe, których nikt nie sprząta, nie naprawia, nie zauważa. Groby nikomu nie znane, nikomu niepotrzebne. Ktoś mozolnie wykuwał je w kamieniu, ktoś wykładał na nie ostatnie grosze, ktoś ich zwyczajnie nie dostrzegał, ktoś inny omijał z daleka. Tamten pusty grób w Jerozolimie właściwie jest, czy raczej był, do tych naszych grobów podobny. Wykuty w skale zawczasu, przygotowany i czekający na zwłoki. Czy to był grób wykonany dla kogoś, czy może gotowe dzieło czekające na kupca, nie wiemy. Bardzo prawdopodobne, że gdy stał się znów pusty, po pamiętnych trzech dniach, ktoś mógł w nim położyć zwłoki kolejnego zmarłego, lub zamordowanego w Jerozolimie. Archeolodzy wskazują na bardzo rozpowszechnioną w tamtych czasach praktykę wielokrotnego wykorzystywania tych samych grobów. Czy uczniowie zamknięci, przerażeni i milczący zastanawiali się, gdzie przechować całun, cierniową koronę, chustę, którą nakryto twarz Jezusa w grobie, gwoździe, napis z tytułem winy, że o samym krzyżu nie wspomnę? Blisko trzy wieki potem cesarzowa Helena odkopie niektóre z tych relikwii. To może wskazywać, że apostołom i uczniom ani w głowie było zabezpieczanie materialnych pamiątek po Mistrzu. Kto wtedy myślał o pustym przecież grobie? Komu on był potrzebny i na co?
Miną kolejne wieki i zbrojne hufce chrześcijan przemierzą szlak do ziemi nad Jordanem, mordując po drodze tysiące niewiernych i wiernych inaczej. Będą wyzwalać kamienny grób wykuty w skale, w którym Mistrz leżał trzy dni i zostawił go pustym. Aniołowie zrozpaczonym niewiastom powiedzą, by Jezusa w grobie nie szukali, bo Go tam nie ma. On sam pokazuje apostołom swoje przebite ręce i karmi ich chlebem nad jeziorem. Po co więc mieliby sami wędrować do pustego grobu lub prowadzić tam innych? Bazylika Grobu Pańskiego była już w swojej burzliwej historii świadkiem tylu skandalicznych przejawów agresji chrześcijan różnej denominacji, że można by ją bez trudu przemianować na bazylikę podzielonych, zwaśnionych i wojujących między sobą chrześcijan.
Wspomnienie tamtego grobu, wzgórza, na którym Jezus umierał, uliczek, po których szedł swoją drogą krzyżową, powinno nas wszystkich skłonić, zwłaszcza w te dni, do zadumy o drogach, po których Kościół przeszedł przez te blisko dwadzieścia wieków. Jakie stacje na tych drogach powinniśmy nazywać i rozważać jako chwalebne, haniebne, budujące, gorszące, bohaterskie, zbrodnicze, godne naśladowania, zawstydzające, święte, jakby nie z tego świata i przesiąknięte grzechem do szpiku kości? Po co nam tamten pusty grób wykuty w skale? Czego nas ten grób nauczy, o czym nam opowie, do czego nas zmobilizuje, zachęci, przekona? Jeśli Temu, Który spoczął w tym grobie, nie udało się dokonać naszej przemiany swoim słowem, swoimi czynami, znakami i śmiercią, to wielce wątpliwe, by udało się to kamiennej wnęce wykutej w skale.