REKLAMA
„Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy pokazał im ręce i bok.” / J 20, 19-20 /
Tak, to było wieczorem, tego samego dnia, o świcie którego apostołowie Piotr i Jan przybiegli od pustego grobu i opowiedzieli pozostałym o tym, co tam zobaczyli. A może raczej o Tym, Którego tam nie zobaczyli, bo Go tam nie było... A wy? Co wy byście zrobili, gdyby grób bliskiej wam osoby okazał się pusty kilka dni po pogrzebie? Zapewne najpierw wizyta na cmentarzu, by się naocznie przekonać, że to się zdarzyło naprawdę, że nie jest to wykwit chorej kobiecej wyobraźni. Chwilę potem miałby was na głowie, i to całkiem słusznie, zarząd cmentarza albo miejscowy proboszcz, jako jednoosobowy zarząd cmentarza. Chwilę później policja, może prokuratura, może media, ale najprawdopodobniej sami zachodzilibyście w głowę, kto i z jakiego powodu mógłby się zdecydować na tego rodzaju postępek, albo zbrodnię (nazewnictwo zależałoby od tego, na ile bliska była nam złożona w grobie osoba). Coś z tego sposobu reagowania zaprezentowała jedna z kobiet wspomnianych przez ewangelistę, pytając przygodnie spotkanego „ogrodnika”, czy to czasem nie on zabrał zmarłego z grobu i gdzie to ciało złożył. Kobieta deklarowała nawet, że sama gotowa jest podążyć na to miejsce, by się wyniesionym z grobu ciałem zaopiekować. Kobieta myślała jak najbardziej racjonalnie, apostołowie zdają się nie myśleć zupełnie. Oni żadnego sensownego ani nawet bezsensownego kroku w tej sprawie nie poczynili.
Właściwie to nic apostołom nie groziło ze strony Piłata. Mogli więc jemu zgłosić profanację grobu skazańca, którego dopiero co Piłat starał się bezskutecznie uwolnić, a następnie pozwolił na odmienny niż innych ukrzyżowanych sposób pogrzebania. Co więcej, to on właśnie wyznaczył żołnierzy do pilnowania grobu. Już ze skazaniem Jezusa miał Sanhedryn spory kłopot. Czy zdecydowaliby się starsi ludu poprowadzić do Piłata tych przestraszonych rybaków i celnika? Mało prawdopodobne, ale strach apostołów ma wielkie oczy. Starszyzna żydowska obawiała się takiego doniesienia do Piłata, jak się szybko okazało, niepotrzebnie. Trudno z zamkniętego na głucho pomieszczenia podejmować jakiekolwiek działania związane z poszukiwaniem zwłok, składaniem skarg i protestów, czy wreszcie ze zbieraniem relacji osób mogących coś na ten temat powiedzieć, takich na przykład strażników. Z aniołami mogła porozmawiać Maria Magdalena, ale już apostołowie nie doświadczyli tego przywileju.
Jeśli umiłowany uczeń, ten, który pod krzyżem otrzymał polecenie Mistrza, by zaopiekować się Jego Matką, naprawdę wziął Ją do siebie, to czy wziął, znaczy odesłał Ją do swego rodzinnego domu pod opiekę swej zapobiegliwej matki i ojca Zebedeusza? Byłoby to technicznie niewykonalne, boć gdy chowano do grobu Jezusa, czyniono to w pośpiechu z powodu zbliżającego się święta, a w święto żadna praca ani podróż nie wchodziły w grę. Została więc zapewne Maryja w samej Jerozolimie albo gdzieś w pobliżu. Tylko jak to się ma do zapewnienia Jana o tym, że od tej godziny ów uczeń wziął Ją do siebie? Nic nie wskazuje na to, by Matka Jezusa była w tym zaryglowanym pomieszczeniu. Wówczas zapisałby autor relację ze spotkania Matki i Jej zmartwychwstałego Syna, na Którego śmierć patrzyła. Jej zapewne Jezus nie musiałby pokazywać przebitych gwoźdźmi rąk i rozoranego włócznią boku. Matce wystarczy jedno spojrzenie, by dziecko dostrzec wśród tłumu zdawać by się mogło podobnych do siebie.
Z zapisanych na kartach Ewangelii wydarzeń, zachowań, wypowiedzi i reakcji możemy wywnioskować, jak powinniśmy się zachowywać w pewnych okolicznościach i czyje postawy godne są naśladowania. Możemy również przeczytać o postaciach, które pozostawiły nam świadectwo słabości i niekompetencji, zachłanności, zadufania w sobie, pychy, braku rozsądku, a nawet okrucieństwa. Mam tu na myśli nie tyle wrogów Jezusa, ale ludzi z Jego najbliższego otoczenia. Czego możemy spodziewać się ze strony wrogów czy nieprzyjaciół, podpowiada życiowe doświadczenie. Zaś postawa i zachowanie przyjaciół może nas boleśnie zaskoczyć. Bezpośrednia bliskość wielkich ludzi tego świata, pełnych mądrości, prawych, po prostu świętych, nie gwarantuje niestety takich walorów u najbliższych nawet ich współpracowników. Może to jeden z powodów, że bywali papieże święci i podli, biskupi mądrzy i głupi, zakonnicy godni naśladowania i ci godni pogardy.
Sutanna i habit mogą w niektórych kręgach kulturowych stanowić gwarancję nietykalności, czy choćby daleko idącej pobłażliwości ze strony organów prawa. Kościół stanowił w swojej historii azyl dla ludzi, którym groziło realne niebezpieczeństwo ze strony innych, ale też dawał schronienie zbrodniarzom poszukiwanym dla wymierzenia im sprawiedliwości. W wielu kuriach biskupich zamiast poszukiwać za zamkniętymi drzwiami sposobów pomocy ofiarom skrzywdzonym przez duchownych, robiono wiele, by niewygodne, kompromitujące Kościół, wstydliwe, czy wręcz zbrodnicze fakty ukryć i zatuszować. Tamto pierwsze spotkanie apostołów za zamkniętymi drzwiami zdaje się być zupełnie bezowocne i pozbawione sensu. Nawet opublikowany po latach komunikat ewangelisty Jana o tym spotkaniu stawia pierwszych biskupów w niespecjalnie dobrym świetle.