REKLAMA
WYWYŻSZACZE
„Jezus powiedział do Nikodema: Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego.” / J 3,14 /
W tym miejscu warto przypomnieć realia tamtego, mojżeszowego wywyższenia węża. Jadowite węże pustynne zaatakowały wędrujących z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Śmierć zbierała obfite żniwo, a ludzie byli bezsilni wobec tego okrutnego wroga. Tamte węże nie przemawiały ludzkim głosem, jak ongiś w pierwszych rozdziałach Biblii. Od wieków pełzają w prochu ziemi i jadem palącym niosą śmierć, choć trzeba przyznać, że czasem tym samym jadem życie ratują. Ów miedziany wąż trochę przypomina pomnik ku czci, trochę wojenną chorągiew, a może nawet widoczny z daleka afisz ostrzegawczy. Które z tych znaczeń okazało się skutecznym orężem przeciw tamtej pladze? Bardzo trudno dziś, po tysiącach lat, wyrokować o przyczynach, przebiegu i skutkach pustynnego incydentu. Zdani jesteśmy na teologiczną interpretację, która wszakże naturalistycznej rekonstrukcji nie wyklucza.
Gdy w zamkniętym murami getta warszawskiego skupisku ludzi wybuchła zaraza tyfusu, zdawało się, że w tamtych warunkach nic jej nie jest w stanie powstrzymać. Ludzie marli jak muchy, izolacja chorych okazywała się niemożliwa do realizacji, odkażanie mieszkań i wyposażenia – nieskuteczne, a leki niedostępne. Wyglądało na to, że można tylko poszerzać i pogłębiać doły grzebalne i wykreślać ze spisów mieszkańców kolejne osoby, rodziny, lokatorów mieszkań, domów i dzielnic. Nagle zaraza ustała. Śmierć nadal dokonywała swego, ale tym razem posługując się innymi narzędziami. Tyfus ustąpił. Wtedy w getcie tylko nieliczni szukali teologicznego wyjaśnienia tamtego, niezrozumiałego po ludzku odstąpienia zarazy. Gdyby się ona nie cofnęła, może hitlerowcy nie musieliby wznosić obozu w Treblince i organizować nowego rozkładu jazdy na trasie Warszawa-Małkinia. Najpierw żyjącym jeszcze Żydom, a następnie Polakom, nakazaliby grzebać umarłych i dezynfekować pozostawione przez nich mienie. Mogliby później posługiwać się teologiczną metaforą opowiadającą o Bogu, który zesłał na lud wybrany tyfus i pomógł nie-Żydom dokonać ostatecznego rozwiązania tej odwiecznej kwestii. Wielu mówiłoby już nie tylko o Bogu, Który milczał wobec zagłady, ale o Bogu, Który z oprawcami współdziałał. Zaraza ustąpiła. Ocaleni od tyfusu umierali teraz zwyczajnie z głodu, od kul oprawców, a wreszcie w męczarniach komór gazowych Treblinki. Historycy getta nic nie wspominają o lokalnym Mojżeszu ani o wysokim palu, ani o miedzianym wybawcy od zagłady.
Jezus wzywa, byśmy wywyższyli Syna Człowieczego, podobnie jak to Mojżesz kazał uczynić w obliczu plagi pustynnych węży. Co to wezwanie znaczy dla nas, chrześcijan dwudziestego pierwszego wieku? Jeden z warszawskich biskupów przed wielu laty opowiadał wielotysięcznej rzeszy pielgrzymów o tym, że to Bóg zesłał na świat epidemię AIDS, by ukarać ludzkie nieprawości. Słyszałem innego, który w podobny sposób wyjaśniał w katedrze przyczyny śmiercionośnego tsunami, które odebrało życie setkom tysięcy ludzi. Ludzie obie te tragedie odczytali po swojemu. Za falą tsunami popłynęła z całego świata fala pomocy, a wobec straszliwej epidemii lekarze wypracowali skuteczne leki, szczepionki i procedury ratunkowe. Ostatnio media donosiły o dwóch księżach, którzy zbyt późno zdecydowali się na skorzystanie z tych procedur i skończyło się to w ich przypadku tragicznie. Wspomniani kilka zdań temu hierarchowie nie wymyślili żadnej nowej interpretacji świata, nie wznieśli jakiegoś własnego znaku ku ratunkowi zagrożonych, a z tego co wiem, nie przyłączyli się również do powszechnej wówczas akcji pomocowej.
Przyszła mi właśnie do głowy taka wybitnie naturalistyczna interpretacja tamtego miedzianego węża uczynionego przez Mojżesza i zawieszonego na wysokim palu. A jeśli to był po prostu widoczny z daleka znak ostrzegający przed wejściem na teren, na którym było siedlisko tych jadowitych stworzeń? Wystarczyło omijać to miejsce szerokim łukiem, by niebezpieczeństwo śmiertelnego ukąszenia zminimalizować. Czy nasze chrześcijańskie znaki zawieszone wysoko, oświetlone wśród nocy i błyszczące pozłotą przyzywają do nas, czy raczej ostrzegają przed nami? Służą postronnym za drogowskaz, czy raczej za sygnał ostrzegawczy przed nami? Jezus wzywa nie do wywyższenia krzyża, ale do wywyższenia Syna Człowieczego wraz z tym wszystkim, co uczynił dla ludzi i czego ludzi nauczał. Czy dziś nasze próby wywyższania ukrzyżowanego kierują wzrok obserwatorów na Syna Człowieczego, czy raczej na tych, co próbują ten znak powiesić na jeszcze wyższym palu, w kolejnym publicznym gmachu, postawić na kolejnej wysokiej górze?
