REKLAMA
„Jezus powiedział: A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem.” / J 14, 26/
Jednoznaczność jest niezwykle pożądana. Każde - chyba, być może, gdzieś tam, mniej więcej... - sprawia, że nasze zaufanie do wypowiadanych w ten sposób opinii będzie ograniczone. Takie ograniczone zaufanie również okazuje się być niezwykle przydatne w wielu dziedzinach życia. Zawsze bowiem, nawet w tych sferach, w których udaje się prawie wszystko określić zasadami, kodeksami i procedurami, pozostaje margines błędu, niedokładności, i tego, czego ciągle jeszcze nie da się przewidzieć. A przecież dobrze wiemy, że są i takie dziedziny, w których z zasady trudno o jednoznaczne kryteria, diagnozy i odpowiedzi. Tam nie tylko ograniczone zaufanie, ale nawet chorobliwa, zdawać by się mogło, podejrzliwość - może być jak najbardziej na miejscu. Gdzieś mała niedokładność, gdzie indziej zwyczajne zmęczenie, jeszcze gdzieś niewyraźny lub niejednoznaczny odczyt. Lepiej kilka razy sprawdzić. Lepiej zasięgnąć rady jeszcze kogoś innego. Warto to jeszcze raz przemyśleć. Warto zwolnić. Może nawet warto zatrzymać się w pół kroku. Gdyby tak można było w życiu wszystko zaprogramować i zdać się nie tylko na pomoc, ale wręcz na decyzje swoistego życiowego autopilota, można by odłożyć na półkę sumienia, wątpliwości, niepewność, skrupuły. Niestety nawet wtedy należałoby brać pod uwagę bardziej lub mniej świadome błędy innych, którzy autostradą życia potrafią gnać na złamanie karku, i to pod prąd. A wtedy, nawet na samą myśl o takiej możliwości, cała ta skomplikowana życiowa łamigłówka znów nas dopada i przyprawia o permanentny ból głowy.
Gdyby tak mieć swoistą życiową wyszukiwarkę, na podobieństwo takiej internetowej lub na wzór Encyklopedii Britannica. Wystarczyłoby wpisać problem, pytanie, objawy, lub wstawić zdjęcie, by wszystkie potrzebne informacje i wskazówki stały się nam dostępne. Na razie droga do takiego rozwiązania wydaje się ciągle jeszcze bardzo daleka. Już obwieszczano nam perspektywę globalnej wioski. Już szerokopasmowy internet docierał pod strzechy. Już tu i ówdzie oznajmiano pojawienie się jakiegoś Sathya Sai Baby lub innego guru, który posiadł wszystkie rozumy i wie wszystko o wszystkim, i o wszystkich. A tu tymczasem za progiem własnego domu dopadają nas prozaiczne i codzienne problemy, z którymi mierzymy się i potykamy od dawna, i to z umiarkowanymi jak dotąd sukcesami.
I oto nagle taka obietnica. To, co Jezus przepowiada swoim uczniom, brzmi jak najwyższej klasy certyfikat. Będziecie wiedzieć wszystko i nic nie umknie waszej pamięci ani waszej uwagi. Dla każdego poszukującego odpowiedzi, rozwiązania i rady, staniecie się pewnym źródłem, z którego czerpać można bez najmniejszej obawy. Gwarantem tego źródła będzie wszak Najwyższy. Oto Ojciec pośle Ducha w imieniu Syna. Amen, Amen, Amen. Już nic wspanialszego nie mogło się uczniom Jezusa przytrafić. Wszak wierny jest Pan swoim obietnicom.
Zaglądam do wspólnoty uczniów Jezusa, opisanej na kartach Ewangelii i w Dziejach Apostolskich. Choć obiecany Duch Święty pojawia się co i rusz, ani nieomylności, ani wiedzy, a zwłaszcza takiej wzorcowej wierności nauczaniu Jezusa u uczniów nie dostrzegam. Kolejne pokolenia uczniów idą głosić Ewangelię namaszczone Duchem Świętym i popełniają całą masę błędów, czasem nawet zbrodni, jeszcze częściej grzechów, nawet tych wołających o pomstę do Niebios. Duch Święty pośród nas, a słowa i czyny naszego Mistrza i Nauczyciela przypominają nam ludzie spoza Kościoła, pytając dlaczego my tych słów nie przestrzegamy. Dlaczego nie dostrzega w nas świat wierności Jezusowi, Którego mamy na sztandarach i na ustach. Miał Duch Święty pouczać nas o wszystkim, a tu na każdym kroku okazuje się, że i tego nie wiemy, i tamtego nie rozumiemy, i w tym nie potrafimy się odnaleźć, i w tej dziedzinie raczkujemy raczej, niż ukazujemy innym bezpieczną drogę.
Jezus obiecał nam, że Duch Święty wszystkiego nas nauczy, ale nie gwarantował niestety rezultatów tego nauczania. Nie wystarczy cudowny wykładowca, wspaniale wyposażony gabinet i warunki nauczania, godne pozazdroszczenia. Jeszcze uczniowie muszą zapełnić te gabinety, nastawić uszu, ćwiczyć, powtarzać, pytać i nasłuchiwać odpowiedzi. Inaczej renomowana uczelnia ze sławnym Założycielem i prestiżowym Wykładowcą, zaowocuje rzeszą niedouczonych absolwentów wymachujących innym przed oczami dyplomem ściągniętym z internetu.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?