REKLAMA
Arcybiskup Michalik, przewodniczący KEP, wypowiedział się wreszcie na temat potrzeby kompromisu w sprawie „in vitro” w Polsce. W swojej wypowiedzi dla Rzeczpospolitej zauważył, że „dzisiaj mamy najgorszy stan prawny, bo nie ma żadnego”. Czy do tego stanu uregulowań prawnych, a właściwie ich braku, nie doprowadziło między innymi dotychczasowe stanowisko niektórych przedstawicieli Kościoła, którzy kompromis w tej sprawie uważali za niedopuszczalny? Dziś, ustami przewodniczącego KEP Arcybiskupa Michalika, Kościół w Polsce deklaruje, że chce porozumienia w sprawie „in vitro”.
Znamienne są zwłaszcza te słowa Arcybiskupa Michalika, w których mówi wprost, że „lepsze jest złe prawo, niż jego brak”. Dlaczego nie pamiętano o tej zasadzie, rozpętując publiczna nagonkę na wszystkich, którzy mieli choćby trochę inne zdanie w sprawie „in vitro”, niż Kościół? Dlaczego dopuszczono do tego, że w publicznym dyskursie skrajne, agresywne i niedopuszczające żadnego kompromisu głosy zaczęto traktować jako głos całego Kościoła? Wystarczyło na moment zatrzymać się w retoryce słusznych żądań, oczekiwań i apeli, by dostrzec stan faktyczny, trwający od początków stosowania tej procedury na terenie naszego kraju. Zmieniały się rządy, przychodzili i odchodzili ministrowie zdrowia i sprawiedliwości, a dziś, jak to mówi Arcybiskup Michalik „mamy zalegalizowane bezprawie, wszystko w tej dziedzinie wolno”.
Wyglądało już na to, że po opublikowaniu dokumentu komisji bioetycznej KEP o żadnym kompromisie w tej sprawie nie może być mowy. W innych krajach udało się wprowadzić uregulowania prawne dotyczące tej kwestii, bardziej lub mniej właściwe, zbliżone lub zupełnie odległe od stanowiska Kościoła. Tylko u nas, pomimo zmieniających się rządów, publicznej dyskusji, różnorakich nacisków, w tym również ze strony Kościoła, w tej dziedzinie panowało zupełne bezhołowie. Przeciwnicy tej metody epatowali społeczeństwo katastroficznymi skutkami jakie niesie ze sobą stosowanie tej metody, a jednocześnie skutecznie blokowali wprowadzenie jakichkolwiek uregulowań. Z jednej strony słyszeliśmy opowieści o ogromnych zyskach, jakie ta metoda przynosi klinikom zajmującym się „in vitro”, a z drugiej strony uchwalenie przepisów określających funkcjonowanie tych klinik było skutecznie blokowane. Zgodnie z zasadą – wszystko albo nic, zostaliśmy u rozbitego koryta.
W dokumencie przygotowanym przez komisje bioetyczną KEP zapisano, że „możliwy jest udział w kompromisie politycznym, ale tylko wówczas, gdy służy to osiągnięciu większego dobra, (…) rozwiązaniem docelowym jest prawo odrzucające procedurę in vitro”. Przy tak sformułowanych warunkach brzegowych trudno nie tylko o kompromis, ale nawet o zwykłą rozmowę na ten temat. Dlatego tak bardzo cieszy odważny i jednoznaczny głos Arcybiskupa Michalika w tej sprawie.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie żąda od Kościoła, aby się wyrzekł swoich przekonań, zasad i poglądów na temat „in vitro”. Kościół może, a nawet powinien głosić te zasady i przekonywać do ich stosowania wiernych. Co innego, gdy sprawa dotyczy stanowienia prawa mającego obowiązywać wszystkich, zarówno tych wierzących, którzy dali się przekonać argumentacji Kościoła, tych wierzących, których ta argumentacja nie przekonała, jak i nienależących do Kościoła. Głos przewodniczącego KEP o potrzebie kompromisu w tej sprawie wskazał, że jest on nie tylko możliwy, ale i pożądany.
/ źródło-www.parafiajasienica.waw.pl /
