REKLAMA
„ Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: Za kogo uważają Mnie tłumy? Oni odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni mówią, ze któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Zapytał ich: A wy, za kogo mnie uważacie?” / Łk 9,18-20 /
Stosunkowo łatwo zebrać cudze opinie na czyjś temat. Wynika to z pewnego mechanizmu ujawniającego się wobec takich zapytań czy zasłyszeń. W gronie kilkunastu, kilkudziesięciu, czy nawet kilkuset osób - wystarczy jedna lub dwie głośno wypowiadające swoje zdanie, by milczenie innych, nawet ogromnej większości, pozostało niezinterpretowane. Dlatego tak liczy się miejsce przy mikrofonie, na trybunie czy na przedsoborowej ambonie. Jeden głośno i wyraziście wypowiada swoje opinie, a inni słuchając i nie protestując zdają się takie opinie potwierdzać. Wielu daje się nawet przekonać i już w chwilę po takim wystąpieniu opinia mówcy staje się ich własną opinią.
Ludzie mówią o kimś, że to niebezpieczny człowiek. Ale którzy ludzie? No, ten powiedział, tamten powtórzył, jeszcze inny usłyszał przypadkiem, jak o tym rozmawiali i uznał to za wiedzę powszechną. O niej wszyscy bardzo źle mówią. Powodów nie wymieniają, ale po cóż powody, jeśli ta wieść tak się rozprzestrzeniła, że powtarzają ją coraz to inni przy każdej okazji. A zapomnieli, że to tylko jej sąsiadka rozpowiada o niej niestworzone rzeczy. Kim jesteśmy? Co o nas mówią? Jaka jest o nas powszechna wiedza i skąd jej początek? Jedni nazywali Jezusa prorokiem, inni sługą Belzebuba, a jeszcze inni uznali Go za pijaka. Zapewne były również i inne opinie o Jezusie. Myślę jednak, że najwięcej było takich, którzy nigdy Go nie spotkali i nic o Nim nie wiedzieli. Oni, jeśli już wyrobili sobie jakieś zdanie o Jezusie, to właśnie na podstawie takich opinii rozpowiadanych na rogach ulic.
O wiele trudniej odpowiedzieć na drugie pytanie Mistrza. Tu już nie można posiłkować się zasłyszanymi opiniami, plotkami szeptanymi na ucho, czy oskarżeniami wypowiadanymi przez tych i owych. Ale ty, co ty o mnie sądzisz? Uczniowie milczą. Tylko jeden z nich ma odwagę coś powiedzieć. Inny ewangelista wyjaśnia, że Piotr złożył tamto wyznanie posłuszny objawieniu, jakie otrzymał od Najwyższego. Żeby o kimś wypowiedzieć własne, przemyślane zdanie, najpierw należy usiąść przy nim blisko i posłuchać, co ten ktoś ma mnie osobiście do powiedzenia. Czy będą to słowa, które mnie poruszą, pocieszą, pouczą, trafią do mnie. Czy te słowa, jego spojrzenie, jego przykład, potraktuję jako nawiązanie relacji między nami, czy tylko jako interesujący wykład, ciekawe zjawisko, przejaw frapującej osobowości lub kontrowersyjny przypadek. Jezus tym razem nie pyta uczniów o zebrane informacje i zasłyszane opinie. On pyta ich, co dla nich znaczą Jego słowa, czyny, On sam. Okazało się to dla nich trudnym pytaniem, choć przecież nie była to publiczna rozmowa kwalifikacyjna, od rezultatu której zależało, czy przejdą na kolejny stopień kościelnego zaszeregowania. On pytał ich na osobności, a w takich okolicznościach trudno się ukryć za sloganami, ogólnikami i wypowiedziami innych. Na osobności trudno się ukryć za czyimiś plecami.
Kim On dla mnie jest? Tym, Któremu przysłuchuję się każdego dnia i Któremu zadaję trudne pytania. Mistrzem, Który mnie zaskakuje, zawstydza, porusza, bym nie zasnął. Nauczycielem, Którego lekcji słucham od tylu lat i ciągle chcę słuchać, choć na pozór mogłoby się wydawać, że On się powtarza. Do mnie mówi tu i teraz, a ja czytam Jego słowa i patrzę na innych, i patrzę na siebie w świetle Jego słów. Jest dla mnie niczym kęs chleba podany zaspanemu Eliaszowi, bym miał siłę iść długą drogą, dokąd On wezwie. Jest mi przewodnikiem w drodze do innych. Czuję to zwłaszcza wtedy, gdy do kogoś z nich nie mam wcale ochoty wyruszyć. Jest niczym mocna dłoń podtrzymująca, gdy zaczynam tonąć. Jest dla mnie Przyjacielem płaczącym razem ze mną, gdy bezsilność, gdy zniechęcenie, gdy ból - zdają się zwyciężać. Jest dla mnie Ogrodnikiem, który mnie oczyszcza i okopuje, cierpliwie czekając na owoce. Jest mi Przewodnikiem po ścieżkach krainy śmierci, na których spotykam Żydów, Tutsi, Ormian, ofiary wojny i powstań w Warszawie. Jest dla mnie Mistrzem karcącym twardym słowem, gdy zaczynam baczniej myśleć o ludzkich względach. Jest Tym, Który czeka przy studni, by usiąść przy Nim i porozmawiać o wszystkim, co ważne. Dla mnie jest skarbem, którego warto szukać, wymiatając wspólny dom i przekopując zarastający ogród. Jest dla mnie Kimś, dla Kogo warto wleźć na sykomorę, przyjąć zaproszenie do domu zdeklarowanego antyklerykała, a nawet wdrapać się na dach biurowca na Czerskiej, by o Nim głośno wszystkim opowiadać.
/ źródło-www.parafiajasienica.waw.pl /