REKLAMA
W parku wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego, na placu Krasińskich przed pomnikiem Powstańców i na warszawskich Powązkach, pośród tysięcy warszawiaków, gości, polityków i dziennikarzy, wobec topniejącego z miesiąca na miesiąc grona uczestników i świadków Powstania Warszawskiego stanął generał Ścibor - Rylski. Dziś prezes Związku Powstańców Warszawskich. Wtedy, przed 69 laty, żołnierz walczącej Warszawy. Jeden spośród nas. Badacze, historycy, lustratorzy przewracają co jakiś czas czarne i białe stronice jego życiorysu. Podzielone, jak wszystko co nasze, środowiska kombatanckie, mówią o nim z szacunkiem lub z sarkazmem.
Gdy stanął na chwiejnych nogach podtrzymywany przez innych, zebrani zamilkli. Mówił zmęczonym, ale pewnym i wyrazistym głosem. Mówił słowa nie pozbawione emocji, ale pełne treści i żołnierskiej pewności. Mówił ciepło i łamiącym się głosem, zwracając się do powstańców. Mówił jak dowódca do wszystkich zgromadzonych. Jego wystąpienie na placu Krasińskich zgasiło oklaski i próby skandowania przy wchodzeniu na plac wyraźne spóźnionego prezesa PIS. Słowa generała zgasiły rozniecany co roku na Powązkach ogień pogardy i nienawiści. Wspominał o podzielonych, skłóconych, oskarżających się nawzajem i zwalczających Polakach, którzy wtedy, przed 69 laty, stanęli ramię w ramię do walki ze wspólnym wrogiem pod wspólnym dowództwem. Stanęli, by ponieść militarną klęskę. Stanęli razem, by pokazać innym i samym sobie, że jest coś, co łączy nas ponad podziałami.
We wszystkich tych miejscach, gdzie wspominamy wydarzenia sprzed 69 lat, uśmiechali się do siebie, wspierali się nawzajem, salutowali i płakali uczestnicy Powstania Warszawskiego. Mówili do siebie – coraz nas mniej z każdym rokiem. Kto za rok będzie dowódcą rocznicowych obchodów? Wszyscy życzymy generałowi zdrowia i sił. Potrzebny jest nam dowódca, którego posłuchają w ciszy wszyscy. Nawet ci, którzy zazwyczaj nikogo nie zwykli słuchać.
/ źródło-www.ksiadzlemanski.waw.pl /