REKLAMA
,,Wielkie tłumy, które przyszły na święta /…/ wzięły gałęzie palmowe i wyszły Mu naprzeciw wołając: Hosanna, błogosławiony, który przychodzi w imię Pana” /J 12,12-13/
Może wzbudzić nasze zdziwienie a nawet nieskrywaną niechęć przemiana, która dokonała się w ludziach Jezusowi współczesnych. Oto jednego dnia wołają ,,Hosanna Synowi Dawidowemu”, wymachując palmami i podskakując z radości, a za chwilę odkładają liście i wygrażając zaciśniętymi pięściami żądają Jego ukrzyżowania. Nie dajmy się zwieść pozorom. Te zielone gałązki to prawdopodobnie lulaw – wiązanka z liści palmy, mirtu i wierzby połączona z gałązką krzewu cytrusowego. Świątecznym zwyczajem brali ją co roku wierzący w Jedynego Boga i trzymając w ręku recytowali psalmy. Tak czynili setki lat przed narodzeniem Jezusa i wielu robi to świątecznym zwyczajem do dziś. To nie był spontaniczny wybuch radości i zapełniające Jerozolimę zgromadzenie wierzących w Jezusa. To był uświęcony tradycją zwyczaj.
My wierzymy, że właśnie w tym dniu wjechał do Jerozolimy oczekiwany potomek Dawida, ale czy dla setek tysięcy mieszkańców Jerozolimy i pielgrzymów ten dzień wyróżniał się czymś spośród świątecznych zwyczajów odtwarzanych każdego roku?
Zwyczaj ma to do siebie, że sam głęboki i pełen treści - dla wielu może stać się po prostu ceremonią. Ceremonią piękną i podniosłą, ale bywa, że pustą, że aż dudni. Modlili się o Mesjasza, a przed brzemienną Maryją zamykali drzwi, tysiące baranków składali na ołtarzu świątyni, a Jezusa złożyli w ofierze na wzgórzu poza miastem. Tak było kiedyś. Tak jest i teraz. Niektórzy cały boży rok omijają kościół szerokim łukiem, ale na „Palmową” walą tłumnie, pytając po drodze, którymi drzwiami wchodzi się do kościoła.
Cztery elementy lulaw - żydowskiej palmy, symbolizują wszystkich: od pobożnych i sprawiedliwych po bezbożnych i nieprawych. Biorąc lulaw do ręki wyznawano, że choć tak różni, to przecież braćmi jesteśmy. Może warto i dziś, wspominając tamten palmowy wjazd do Jerozolimy, spojrzeć na te nieprzeliczone rzesze w kościołach jak na naszych braci?