REKLAMA
JUDASZ O WIELU TWARZACH
„A gdy zajęli miejsca i jedli, Jezus rzekł: Zaprawdę powiadam wam, jeden z was mnie zdradzi, ten, który je ze Mną. Zaczęli się smucić i pytać jeden po drugim: Czyżbym ja?” / Mk 14,18-19 /
Wśród teologów i biblistów trwa wątpliwość: czy sławetny zdrajca Judasz spożył z Jezusem ostatnią wieczerzę i mimo swego grzechu otrzymał z rąk Jezusa Chleb Ciała Pańskiego, czy też wyszedł z wieczernika przed pierwszą „Mszą Świętą”. Nie będę próbował stawać w tym sporze po jednej lub drugiej stronie, bo ani wiedzy wystarczającej w tej kwestii nie posiadłem, ani specjalnym objawieniem z wysoka nie zostałem obdarzony. W tej scenie nie dziwi dyskrecja Zbawiciela, który widząc zbrodniczy zamysł w sercu Judasza nie nazywa wiarołomcy po imieniu. Ta dobroć Jezusa pozwala najgorszym zbrodniarzom otwierać przed Nim, i tylko przed Nim, gnojowiska sumień i zgliszcza swego człowieczeństwa. Mesjasz, gdy przyjdzie, trzciny nadłamanej nie odrzuci, nikłego płomyka nie zgasi. Może to właśnie dowód na mesjańską godność Jezusa. Przychodzą do spowiedzi po wielu latach i wyznają takie grzechy, że kapłan będący świadkiem pojednania z Bogiem czuje, jak wielkiej tajemnicy jest świadkiem.
W opisie zapowiedzi zdrady zadziwia natomiast reakcja pozostałych apostołów. Pytali jeden po drugim: Czyżbym ja był tym zdrajcą? Może przywykłem szukać dziury w całym, ale wydaje mi się, że dziś większość następców apostołów rozglądałaby się raczej ukradkiem wokoło. Apostołowie szukali zdrajcy w sobie, dziś większość wypatruje go w innych. Ten brak pewności Apostołów wcale ich nie przekreśla. Wszak nie z nieba zstąpili, lecz wyrośli pośród grzeszników. W Austrii, Irlandii, w USA biskupi publicznie przyznawali się do grzechów i publicznie prosili o ich przebaczenie. Podobne karty zapisał Kościół na Węgrzech i w Słowacji. U nas zdrajcą Kościoła może być tylko obcy - „komuch”, Żyd lub mason. Ludzie Kościoła wykreowali się na ofiary. Nawet ci, którzy brali za zdradę srebrniki, mówią, że przeznaczyli je na budowę kościoła.
W opisie zapowiedzi zdrady zadziwia natomiast reakcja pozostałych apostołów. Pytali jeden po drugim: Czyżbym ja był tym zdrajcą? Może przywykłem szukać dziury w całym, ale wydaje mi się, że dziś większość następców apostołów rozglądałaby się raczej ukradkiem wokoło. Apostołowie szukali zdrajcy w sobie, dziś większość wypatruje go w innych. Ten brak pewności Apostołów wcale ich nie przekreśla. Wszak nie z nieba zstąpili, lecz wyrośli pośród grzeszników. W Austrii, Irlandii, w USA biskupi publicznie przyznawali się do grzechów i publicznie prosili o ich przebaczenie. Podobne karty zapisał Kościół na Węgrzech i w Słowacji. U nas zdrajcą Kościoła może być tylko obcy - „komuch”, Żyd lub mason. Ludzie Kościoła wykreowali się na ofiary. Nawet ci, którzy brali za zdradę srebrniki, mówią, że przeznaczyli je na budowę kościoła.
