REKLAMA
„A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu.” / J 19,41-42 /
Znam pewnego człowieka, notabene księdza, który wobec swoich adwersarzy - na zakończenie sporu - zwykł używać bardzo mocnego argumentu. Mawia: jeśli ci za życia nie odpłacę, to ci po śmierci grób sprofanuję. Twarde słowa, ale przecież mocno w historii ugruntowane. Zaorane cmentarze, puchary na wino wykonane z ludzkich czaszek, zwłoki rzucone bez prawa pochówku. Biblia głosi, że to miłość potężniejsza jest od śmierci, a historia, i to wcale nie taka odległa, pokazuje, że podobnie ma się rzecz z nienawiścią. Zdarzały się, nawet w państwie kościelnym, „trupie sądy”, w czasie których rozkładające się już zwłoki odziewano w ich ziemskie szaty i sadzano na ławie oskarżonych. W takim procesie oskarżonemu przysługiwał obrońca i nawet prawo ostatniego słowa. Ogłaszano wyrok i dokonywano egzekucji oskarżonego trupa, wrzucając go na przykład do Tybru. Gorzej, gdy już nie bardzo było co z grobu wyciągnąć. Nienawiść jednak nawet wobec takiej przeszkody nie okazuje się bezsilną. Gdy w grobie nie ma już ciała, obraca się ona przeciw trupim czerepom lub kamiennym nagrobkom. Nawet symboliczny nagrobek dla takiego żądnego zemsty jest wystarczającym powodem, by tam swój gniew, sprzeciw, czy nienawiść wyładować. To już nie tylko zachłanna chciwość rozkopująca groby i okrywająca swą nagość trupim ubraniem, ale irracjonalna nienawiść, która gotowa przemierzyć tysiące kilometrów, by gdzieś dokonać aktu profanacji grobu, zrobić sobie w tym miejscu pamiątkowe zdjęcie i wrócić spokojnie w domowe pielesze.
Czym jest profanacja? To czyn, który przez żyjących odczytywany jest jako obraźliwy, zniesławiający, odbierający dobre imię, urągający, plugawy. To obraza dotykająca człowieka za pośrednictwem miejsc, przedmiotów i zdarzeń, które są lub były dla niego ważne, czy nawet święte. Profanacja grobów jest pośród innych profanacji tym bardziej niezrozumiała, że przecież ze strony zmarłych żywym nie zagraża żadne niebezpieczeństwo, a milczące zwłoki nie są w stanie obronić się przed tego rodzaju agresją. Rachunków krzywd nie przekreśli nawet można ręka śmierci. To jednak zadanie dla nas, żyjących. To my, żywi, mamy się z tymi niespłaconymi rachunkami zmierzyć. Jedne z tych krzywd naprawiając, z innych wyciągając naukę na przyszłość. Z zapisanej życiem zmarłych lekcji - to żywi powinni wyciągnąć wnioski. Napisy na ścianach kościołów, synagog, połamane krzyże, spalone zwoje Tory, wywrócone nagrobki są świadectwem tego, jacy jesteśmy my, a nie jacy byli oni.
Budując w polskich kościołach symboliczny grób Pański w Wielki Piątek, odwołujemy się do prawdziwego szacunku wobec zmarłych. Przecież dla wierzących w zmartwychwstanie Jezusa chrześcijan tamten jerozolimski grób jest pusty. Czym więc kamienie jerozolimskiego grobu różnią się od tysięcy kamieni, po których kroczył Jezus, których dotykał, na których siadał? Może szkoda, że ciała Jezusa nie rzucono do wspólnego grobu ze zwłokami innych ukrzyżowanych. Może wtedy byłby lepiej zrozumiały dogmat o zstąpieniu Jezusa do piekieł. Może również łatwiej byłoby wzbudzić w chrześcijanach szacunek dla miejsca złożenia czyichkolwiek doczesnych szczątków. Gdzieś zupełnie niedaleko od sanktuarium Grobu Jezusa jest miejsce, gdzie pochowano łotra, któremu Mistrz obiecał raj, ale jakoś tego miejsca nie rozkopują archeolodzy, nie wznoszą tam świątyni chrześcijanie, nie zabierają z tamtego miejsca grudek ziemi na relikwie.
Po głośnej profanacji kolejnego grobu rozmawiałem z jednym z biskupów. Wyraziłem swoje zdziwienie brakiem reakcji Kościoła wobec takiego zdarzenia. Ksiądz biskup dziwił się mojemu zdziwieniu i spokojnie tłumaczył, że to nie jest nasza sprawa. Grobami bolszewików, powiedział, niech się zajmuje ordynariat prawosławny, a grobami Żydów – gmina żydowska. Kto w takim razie powinien zatroszczyć się o groby zamordowanych Ormian w Turcji, o zbiorowe mogiły Tutsi na terenach zamieszkanych przez tych, którzy ich zabili, o mogiły Polaków na dalekiej Syberii, pod Lenino i Samosierrą? Natychmiast przypomniał mi się mały cmentarz prawosławny w jednej z podwarszawskich miejscowości. Z dzieciństwa pamiętam tamten zaułek i tamte groby. Teraz mój Kościół zaopiekował się tym terenem, włączając go do parafialnego cmentarza i stawiając tam rzędy katolickich nagrobków. Nie wiem, czy to najlepszy sposób opieki nad historycznym dziedzictwem.
Gdy przemierzałem cmentarz przy jednym z wielkich miast w głębi Rosji, widziałem katolickie i prawosławne krzyże, nagrobki z niemieckimi napisami i arabskimi inskrypcjami, groby prawosławnych hierarchów i komunistycznych działaczy. Sąsiadowały ze sobą. Były ich tam tysiące. Natknąłem się również na stary kamienny nagrobek z krótką wykutą na nim inskrypcją. „Abraham Polak” - wypisane było cyrylicą w kamieniu. Jak to dobrze, że nikomu nie przyszło na myśl, by go niszczyć, profanować, bazgrać farbą albo przewracać na ziemię. Ciekawe, komu poleciłby opiekę nad tym grobem mój rozmówca? Żydom, Polakom, Rosjanom, a może komunistom?
