REKLAMA
„ Rzekł Piłat do arcykapłanów i faryzeuszy: Macie straż, idźcie zabezpieczcie grób jak umiecie. Oni poszli i zabezpieczyli grób opieczętowując kamień i stawiając straż.” / Mt 27,65-66 /
Próbuję sobie wyobrazić argumenty, jakich użyła starszyzna żydowska w rozmowie z Piłatem. Powszechnie znana jest historykom nieskrywana niechęć, jaką darzył Żydów cesarski namiestnik. Na dokładkę, dopiero co swoim ujadaniem wymusili na nim skazanie na śmierć człowieka, którego on zamierzał uwolnić. Trochę się na nich zemścił, każąc zawiesić nad głową Ukrzyżowanego szyderczy napis, obwieszczający, jakoby wydał wyrok na żydowskiego króla. Ale nie chce mi się wierzyć, że po publicznym zakwestionowaniu jego lojalności wobec cesarza, treść napisu była dlań wystarczającą odpowiedzią daną starszyźnie żydowskiej. Gdy strony szukają okazji, by sobie dopiec wzajemnie, to okazją może być absolutnie wszystko. Wizyta Józefa z Arymatei u Piłata zdaje się potwierdzać jakąś formę życzliwości wobec skazańca, który właśnie skonał na wzgórzu poza miastem. Rozkaz, by nie łamać Jezusowi rąk ani nóg i nie wrzucać zmarłego do wspólnego dołu z innymi skazańcami, może być również odczytany jako policzek dla Wysokiej Rady.
Czym więc, w chwilę później, nakłonili namiestnika przedstawiciele starszyzny, że wyznaczył im zaprawionych w boju żołnierzy okupacyjnej armii do pilnowania trupa przed wydumanymi złodziejami, dalibóg, nie wiem. Gdyby go potrafili przekupić, to zrobiliby to już przed oskarżeniem Jezusa. Gdyby mieli na niego jakiegoś „haka”, to wykorzystaliby go podczas niesławnego procesu. Ewangeliści wspominają o straży przy grobie i nie mam zamiaru poddawać w wątpliwość ich relacji. Pytanie jednak o genezę obecności rzymskich żołnierzy przy grobie wykutym w skale na terenie prywatnego ogrodu nie przestaje mnie intrygować.
W wielu polskich parafiach, na pamiątkę tej żołnierskiej straży, stoją, a czasem kołyszą się uzbrojeni w wykonane ze sklejki halabardy strażacy z miejscowej remizy. Im mniej liczny ich zastęp, tym łatwiej o uchybienie. A to któryś chrapnie zbyt głośno, budząc równie rozmodlone, co senne niewiasty nabożne. A to wspomnianą halabardą zawadzi o materie udrapowane przy Grobie. To znów, nie mogąc się doczekać zmienników, wyjdą cicho na papierosa, pozostawiając Grób Pański pod opieką Anioła śmierci, który sam nie pali, więc i ze świątyni na dymka wychodzić nie musi.
Co robili rzymscy żołnierze przy grobie, w którym złożono ciało Jezusa, możemy się tylko domyślać. Chrześcijańska przyzwoitość każe mi wierzyć, że nie wyprawiali tam żadnej z tych swawoli, do jakich zdolni byli okupanci w podbitych krajach. Chociaż wspominając okrutne biczowanie i cierniową koronę, każdy przyzna, że fantazji im nie brakowało. Może przy grobie grali w kości, może gryzmolili listy do swych rzymskich rodzin, może recytowali na głos poematy któregoś ze starożytnych poetów. Najwygodniejszym wariantem ich służby wartowniczej zdaje się być drzemka poza koszarami, w ciepłą noc, bez setnika ujadającego skoro świt.
Jak tam było naprawdę, nie wiemy. Milczą o tym apostołowie, bo ich noga w bezpiecznej nawet odległości od grobu nie stanęła. Tak, jak nie pomogli Jezusowi dźwigać krzyża, jak chustą nie otarli oblicza swego Mistrza, jak nie owinęli Jego ciała w płótna grobowe. To kobiety opłakiwały idącego na Golgotę, stały pod krzyżem, spoglądały z daleka, jak obcy ludzie grób zamykają kamieniem. Ale kobiety mają milczeć, od apostolstwa są apostołowie i ich następcy. Jeszcze trochę odczekają, aż strach zwietrzeje, wstyd wyparuje i grzechy Wielkiego Piątku ulegną przedawnieniu. Znów staną wyprostowani na podwyższeniu, by grzechy innych piętnować i innych wzywać do męstwa w obronie wiary.
A wspominając cud zmartwychwstania, po wieczne czasy będziemy pamiętać rzymskich żołnierzy, mężne niewiasty i zawstydzenie apostołów, których przy grobie zabrakło.