Zbliża się Euro. Wszystkim – niezależnie od barw partyjnych – rośnie serce, gdy widzimy dzieci szalejące na orlikach. Sytuacja sportu nie je wcale tak różowa.

REKLAMA
Wczoraj odbyła się w Warszawie demonstracja w obronie klubu Gwardia. Zgromadziła ok. 2 tys. osób. W klubie trenuje – w różnych sekcjach – około tysiąca dzieci. Trenuje w dramatycznych warunkach. W styczniu Powiatowy Inspektora Nadzoru Budowlanego zamknął budynek klubowy. Młodzi sportowcy nie mają gdzie się przebrać, nie mówiąc o prysznicu.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że właścicielem terenu jest policja. Jeszcze kilka lat temu na płycie boiska miał powstać policyjny biurowiec. Przyszedł kryzys i plany wzięły w łeb. Ale w niczym nie poprawiło to sytuacji Gwardii.
Przypadek Gwardii nie jest odosobniony. Znajdujący się na Woli stadion „Sarmaty” w ciągu ostatnich kilku lat zarosły chaszcze. Takie przykłady można wskazać chyba w każdym mieście Polski.
Demonstracji sportowców i sympatyków Gwardii towarzyszyło hasło „Chcemy boiska, nie blokowiska”. Jeśli zostanie zignorowane, prędko następcy Jerzego Kuleja się nie doczekamy.