Na miesiąc przed Euro trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: wszystkiemu winien jest PZPN.

REKLAMA
Gdyby Polski Związek Piłki Nożnej do spółki z Federacją Piłki Nożnej Ukrainy nie wywalczył dla naszych państw Euro to nasze życie byłoby wolne od wielu trosk.
Po pierwsze, gdyby nie PZPN nie byłoby problemu bojkotu Euro. Jarosław Kaczyński nie musiałby strzelać bramek samobójczych w polityce wschodniej, a Janusz Lewandowski nie musiałby rozstrzygać konfliktu lojalności. Sprawa Julii Tymoszenko nie miałaby też takiego wymiaru jaki zyskała obecnie.
Po drugie, gdyby nie PZPN nie byłoby problemu dróg. Nie musielibyśmy zastanawiać się, czy autostrady zostaną otwarte „na Euro”. Nie byłoby potrzeby zastanawiać się na czym polega „przejezdność” i czy takie „przejezdne” autostrady są na pewno bezpieczne. Nie byłoby dyskusji, czy dokończyć remont Dworca Centralnego, bo ten remont nie byłby nawet rozpoczęty.
Po trzecie gdyby nie PZPN, nie musielibyśmy rozdzierać szat nad naszym narodowym gustem muzycznym, do czego sprowokowała nas piosenka „Koko koko Euro spoko”.
Po czwarte gdyby nie PZPN, Jan Tomaszewski nie miałby swoich rozterek i nie musiałby ogłaszać, że będzie kibicował na Euro Niemcom.
Można by tak wymieniać jeszcze długo...
Teraz już na poważnie. Konsekwentnie sprzeciwiam się bojkotowi Euro. Niepokoją mnie deklaracje unijnych urzędników w tej sprawie. Trzeba znaleźć inne środki nacisku, aby pomóc Julii Tymoszenko.