Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” na pierwszej stronie opublikowała niezwykle ważną informację, którą pewnie mało kto się przejmie. Po raz pierwszy osób żyjących w skrajnym ubóstwie jest w Polsce więcej, niż osób uprawnionych do pomocy społecznej.
REKLAMA
Stało się. Mniej więcej pod koniec rządów SLD liczba osób żyjących w ubóstwie względnym zrównała się z liczbą osób otrzymujących pomoc społeczną. Czyli pomoc społeczna była dobrze adresowana. Nikomu do głowy wówczas nie przyszło, żeby państwo bez pomocy zostawiło osoby żyjące w skrajnej biedzie. A jednak.
Mówimy tutaj o minimum egzystencji. Zejście poniżej tej granicy prowadzi do biologicznego wyniszczenia człowieka, kwota minimum egzystencji jest ustalana przez Instytut Pracy i Polityki Społecznej według wartości koszyka dóbr niezbędnych do przetrwania biologicznego. Granica minimum egzystencji to obecnie miesięczny dochód pomiędzy 400 a 500 zł na osobę w rodzinie (w zależności od liczebności gospodarstwa domowego). Pozostawianie tych osób samym sobie jest nieludzkie.
Wszystkiemu winne jest zamrożenie waloryzacji progów uprawniających do korzystania z pomocy społecznej. Te ostatni raz były podnoszone za rządów SLD. Ani „socjalny” PiS, ani liberalna Platforma nie waloryzowała tych progów. SLD upominało się o waloryzację co roku. Nadaremnie. Teraz rząd zastanawia się – po pięciu latach – nad waloryzacją. Najwyższa pora!
Statystyki pokazują jeszcze jedną niepokojącą tendencję. Rośnie liczba osób żyjących w skrajnej biedzie. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej poziom biedy spadał. Otwarcie europejskiego rynku pracy, pieniądze z funduszu spójności i Wspólna Polityka Rolna robiły swoje. Teraz nawet to nie pomaga. Niezależnie od przyzwoitego wzrostu PKB wzrasta liczba osób żyjących poniżej minimum egzystencji.
Najwyższy czas, aby państwo się obudziło i zaczęło prowadzić rozumną politykę społeczną. Póki co jej nie ma. Jest za to przerzucanie kosztów kryzysu na barki osób biednych oraz średniaków. Czas to zmienić!
