Tematem numer jeden w mediach jest sprawa para banku Amber Gold. Nie będę wypowiadał się o tym konkretnym przypadku. Ważniejsze jest to, że ujawnił on poważną różnicę w rozumieniu roli państwa w życiu społecznym i gospodarczym. Po jednej stronie mamy zwolenników idei „państwa-stróża nocnego”. Przekonują oni, że każdy jest kowalem swojego losu. I jeśli jakiś emeryt władował oszczędności swojego życia w niezbyt pewny interes, to frajer. Nie zgadzam się z tym podejściem.
Nieznośna bierność państwa
REKLAMA
Dlaczego? Po pierwsze, aby świadomie funkcjonować na rynku usług finansowych trzeba mieć odpowiednią wiedzę. Oczywiście każdy mógł zrobić doktorat z ekonomii – powiedzą skrajni liberałowie gospodarczy. Ten argument jest jednak absurdalny. Nie startujemy bowiem – niestety – z takich samych pozycji. I te różnice będą się powiększać. Państwo nie może odwracać się bokiem do osób, które nie w pełni rozumieją współczesny sektor finansowych.
Świetnie, że Komisja Nadzoru Finansowego prowadzi listę ostrzeżeń publicznych. Szkoda, że nikt o tym nie wiedział. A na pewno nie wiedzieli, ci dla których ta lista byłaby naprawdę pomocna. Drobni ciułacze. Państwo musi aktywnie ostrzegać o ryzyku związanym z parabankami. Owszem, zysk może być większy, ale depozyty nie są gwarantowane przez państwo. Każdy ma wolny wybór, może wybrać taką ofertę. Ale wolny wybór to wybór świadomy, a do tego potrzebna jest wiedza. I dostarczenie tej wiedzy jest zadaniem państwa.
Dlatego podoba mi się pomysł jednego z dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, aby reklamy parabanków okraszać informacją, że depozyty nie są gwarantowane przez państwo. Tak samo, jak informuje się, że przed zażyciem leku należy przeczytać ulotkę oraz że lek niewłaściwie stosowany szkodzi. Proste? Do tego przydałaby poważna akcja informacyjna, pokazująca różnicę między bankami a parabankami.
Czas skończyć z postawą nocnego stróża!
