Tomasz Lis wszedł wczoraj na grząski grunt, kwestionując ogłoszenie przez prezydenta Komorowskiego żałoby narodowej po katastrofie kolejowej pod Szczekocinami.
REKLAMA
„Prezydent Bronisław Komorowski niestety nie skorzystał z okazji, by zerwać ze złym obyczajem ogłaszania żałoby narodowej z powodu każdej katastrofy, w której ginie przynajmniej kilkanaście osób” – stwierdził Lis.
Dlaczego prezydent podjął taką a nie inną decyzję. Sadzę, że obawiał się jednej prostej rzeczy. Uznał, że nieogłoszenie żałoby narodowej oznacza zmasowany atak ze strony PiS-u. I publicystyczne komentarze, że poprzedni prezydent w analogicznych sytuacjach się nie wahał. Niezbyt przyjemna sytuacja.
Jest jeszcze drugi aspekt – już mniej miły dla rządzących. Ogłoszenie żałoby wycisza emocję. Ale wycisza też krytykę zaniedbań ze strony instytucji odpowiedzialnych za stan kolei. Wycisza – jakże potrzebną – dyskusję o stanie i przyszłości polskiej kolei. W środę pojawią się inne tematy, którymi będą żyły media i społeczeństwo.
Link do wpisu Tomasza Lisa opublikowałem na mojej stronie na Facebooku. Dyskusja pokazała, że jest to głos wyczekiwany. Nie będę jej streszczał. Zacytuję tylko jedną wypowiedź: „ Zgadzam się...przeżyłam katastrofę kolejową jako żona maszynisty, który zginął (winny dyżurny ruchu).Nawet gdyby "żałoba" trwała tydzień, to nikt z rodzin poszkodowanych i tych co zginęli nawet tego nie zauważą”.
