Zamieszanie wywołane przez Gerarda Depardieu wykracza poza granicę Francji i ogarnia cały świat. Podobno słynnemu aktorowi rosyjski paszport zaproponował sam Putin. Mam jednak dziwne przekonanie, że Depardieu rosyjskiego obywatelstwa nie przyjmie.
REKLAMA
Manifestacja Depardieu jest skutkiem działań prezydenta Hollande’a. Kandydat socjalistów zapowiedział przed wyborami, że wprowadzi 75-procentowy podatek od dochodów powyżej miliona euro. Propozycja spodobała się Francuzom, uważającym, że w czasie kryzysu niezbędna jest solidarność. Hollande wygrał wybory i – w przeciwieństwie do wielu innych polityków – postanowił swoją obietnicę wyborczą zrealizować.
Tym strasznie wkurzył kilku francuskich milionerów, którzy postanowili opuścić Francję. Trudno to nazwać exodusem, ale przypadki są głośne.
Wątpię jednak, aby Depardieu miał przeprowadzić się do Rosji, chociaż tam obowiązuje podatek liniowy. I to 13 proc.! O wyborze miejsca do życia nie decydują tylko podatki. Liczy się komfort życia, dobry transport, edukacja, opieka zdrowotna, bezpieczeństwo, czyste powietrze itp. Pod tym względem Europa Zachodnia jest nadal najlepszym miejscem do życia. Dzięki modelowi opartemu na wysokich podatkach.
Wiele wskazuje na to, że Depardieu ucieknie przed 75-procentowym podatkiem do Belgii. Belgii także rządzonej przez socjalistów, gdzie osoby o najwyższych dochodach płacą podatki według stawki 53,7 proc. Czyli troszkę więcej niż w Rosji. I troszeczkę więcej niż w Polsce. Jakoś nie słychać jednak, aby Depardieu i inni francuscy krezusi mieli się przeprowadzić nad Wisłę…
Na marginesie przypomnę tylko, że w czasach największego boomu gospodarczego (lata 1946-1964) najwyższa stawka podatkowa w USA wynosiła 91 proc. A jeszcze w 1981 roku było to 70 proc., czyli niewiele więcej od tego, co proponuje Hollande. I jakoś nikt ze Stanów wówczas nie uciekał…
