Rozpoczęła się pierwsza polska wojna między celebrytami. Powód konfliktu: sześciolatki. W mediach obserwujemy dwie konkurencyjne kampanie społeczne, w których znani i lubiani zachęcają lub zniechęcają do posłania sześciolatka do szkoły. Dobrze, że sprawa została nagłośniona. Warto dyskutować o niej merytorycznie, bez niezdrowych emocji.

REKLAMA
Mam wrażenie, że wielu celebrytów na problem sześciolatków patrzy z perspektywy Warszawy. A reforma najbardziej potrzebna jest na wsi i w mniejszych miejscowościach.
Co do zasady jestem zwolennikiem posłania sześciolatków do szkół. Im wcześniej dzieci trafią do szkół, tym wcześniej będzie można rozpocząć proces wyrównywania ich możliwości rozwojowych. Wiadomo, że dziecko z rodziny profesorskiej ma znacznie wyższy kapitał kulturowy od rówieśnika z rodziny bezrobotnych. Zadaniem państwa jest wyrównywanie tych różnic. Im dziecko wcześniej trafi do szkoły tym będzie to łatwiejsze.
Jeszcze łatwiejsze będzie to jeśli państwo zapewni powszechną edukację przedszkolną. Ostatnio rząd skompromitował się w tej sprawie. Najpierw Tusk obiecał z budżetu państwa 500 mln zł na przedszkola, potem 300 mln. Na końcu nie dał nic. Pomysły rządu zostały bowiem odrzucone przez samorządy, jako zbyt skomplikowane. Lewica proponuje proste rozwiązanie: tak jak na każdego ucznia przysługuje subwencja oświatowa, tak samo powinna przysługiwać każdego przedszkolaka.
Druga sprawa to przygotowanie szkół na przyjęcie sześciolatków. Kolorowe stoliki do pracy w grupach, place zabaw – to ważne zadania do zrealizowania. Istotniejsze jest jednak zapewnienie dzieciakom profesjonalnej opieki w świetlicach!
Wielu rodziców wybiera przedszkolne zerówki, gdyż tam dziecko ma zapewnioną opiekę przez cały okres pracy rodziców. W szkole pojawia się problem. Kilka godzin lekcyjnych, i co dalej? Znanym i sprawdzonym rozwiązaniem jest świetlica. Tutaj – moim zdaniem – leży klucz do powodzenia reformy sześciolatków. Jeśli sześciolatek po lekcjach będzie miał zapewnioną profesjonalną opiekę to rodzice przychylniejszym okiem spojrzą na szkoły.
Badania ankietowe przeprowadzone przez ZNP pokazują, że w 21 proc. podstawówek w ogolę nie ma świetlicy! I jak do takiej szkoły posłać malucha? W co trzeciej podstawówce świetlica mieści się w tym samym pomieszczeniu co stołówka, co stawia pod znakiem zapytania jej funkcjonowanie w czasie wydawania obiadów. Inna sprawa to jakość opieki. W większości podstawówek świetlicy nie funkcjonuje przed lekcjami! W wielu szkołach opieka na świetlicy realizowana jest ramach tzw. godzin karcianych, co oznacza, że co godzinę zmienia się nauczyciel opiekujący się dziećmi. To szkodliwy absurd! Innym skutkiem oszczędności jest przepełnienie świetlic. Zgodnie z prawem grupa na świetlicy może liczyć maksymalnie 25 uczniów. Badania pokazują, że rzeczywistość odbiega od litery prawa.
Jak widać przed MEN długa droga, aby przekonać rodziców do posłania sześciolatków do szkół. Najwyższy czas wziąć się do roboty! Sprawa na szczęście nie jest przegrana. Ale nie da się przeprowadzić tak trudnej reformy, jednocześnie chcąc oszczędzać na edukacji.