W wyborach w 2007 roku na PO i PiS głosowało 73 proc. W ostatnich sondażach poparcie dla tych partii ledwie przekracza 50 proc. To zmiana jakościowa, która zachodzi na naszych oczach.
REKLAMA
Grzegorz Schetyna w wywiadzie dla dzisiejszej „Gazety Wyborczej” postawił trafną tezę, że „Na świecie partie dzielą się na lewicowe i prawicowe, u nas partie dzielą emocje i relacje personalne”.
To niezwykle trafna diagnoza. Powiedzmy szczerze, diagnoza choroby polskiej polityki. Granie na emocjach przez ostatnie siedem lat skutecznie budowało PO i PiS. Ta praktyka degenerowała polską politykę. Na szczęście ona się kończy.
Czym jest przywołany przez Schetynę podział na lewicę i prawicę, który dzieli partie na całym świecie? Polega on na organizowaniu sceny politycznej nie według emocji, ale według interesów. W dobie kryzysu ten podział wraca.
Gdy Francois Hollande proponuje75-procentową stawkę dla dochodów powyżej miliona euro, to zdecydowanie leży to w interesie reszty społeczeństwa. Za te pieniądze można finansować szkoły, przedszkola, żłobki, szpitale, nowe drogi itp. Naturalny jest natomiast opór ze strony, osób które miałyby płacić ten podatek. Chociaż, przyznajmy, są na Zachodzie osoby zamożne, jak Warren Buffet, które same domagają się aby obłożono ich grupę wyższymi podatkami.
Jeśli nie odrzucimy polityki opartej na emocjach, nadal będziemy świadkami sytuacji, w której PiS zdobywa władzę pod hasłem „Polski solidarnej”, a następnie rękoma Zyty Gilowskiej realizuje najbardziej neoliberalny program od czasów Leszka Balcerowicza. Nadal będziemy świadkami politycznego oszustwa.
