Ostatnio modne są podsumowania dokonań rządów Tuska. Wymienia się największy sukces, największą porażkę. Dla mnie w tej klasyfikacji sprawa sześciolatków zajmuje specyficzne miejsce. Mógłby to być największy sukces rządu Tuska. Na skutek nieudolności ministrów może to być jego największa porażka.
REKLAMA
Co do tego, że obniżenie wieku szkolnego jest konieczne nie mam najmniejszych wątpliwości. Polskie dzieci nie są mniej zdolne od swoich rówieśników w Europie, aby zaczynać naukę w szkolę później od innych.
Jestem zadeklarowanym zwolennikiem posłania sześciolatków do szkół. Wiemy, że dziecko z rodziny inteligenckiej już na starcie ma wyższy kapitał kulturowy od rówieśnika z rodziny robotniczej. Im wcześniej te maluchy trafią do szkół, tym wcześniej będzie można rozpocząć proces wyrównywania ich możliwości rozwojowych. To zadanie nowoczesnego państwa, z którego nie może rezygnować. Nie stać nas na tracenie potencjału dzieci.
Niestety rząd tego nie mówi. O sześciu lat tego nie mówi. Powiedziała o tym dr Dorota Zawadzka („Superniania) na konferencji w Kancelarii Premiera. Powinien mówić to premier. Donald Tusk twarzą reformy staje się dopiero po sześciu latach. Za późno. Straty poniesienie za czasów, gdy liderami reformy były minister Hall i minister Szumilas mogą być nie do odrobienia.
Obniżenie wieku szkolnego to reforma o znaczeniu cywilizacyjnym. Robiona nie dla rynków finansowych, ale dla społeczeństwa. Wiele mogę Tuskowi wybaczyć, ale jeśli zawali sprawę sześciolatków… - tego nie wybaczę mu nigdy.
