Tomasz Lis wzywa do rzetelnej debaty na temat OFE. Taka debata jest Polsce potrzebna. I mimo wszystko coraz bardziej się do niej zbliżamy. Coraz mniej jest widokówek z palmami i wzajemnych inwektyw, a coraz więcej merytorycznych argumentów.

REKLAMA
Jedno spostrzeżenie redaktora Lisa jest niezwykle trafne. „Oto OFE przekonywały mnie, że ZUS to właściwie bankrut, a więc łączenie swoich nadziei o w miarę spokojnej starości z ZUS-em jest naiwne. Macie mnie. Przyjąłem to. Równie skuteczne okazały się jednak argumenty, że nawet jeśli ZUS ma luki, wady, słabości i niczego nie gwarantuje, to żadną realną zmianą nie jest OFE. Czyli ja - przyszły emeryt Lis - zrozumiałem, że tak czy inaczej jestem w d.....Tak czy inaczej moja emerytura może być co najwyżej głodowa. A więc ZUS czy OFE, różnicy nie widzę”.
Osobiście bym to zadanie zmodyfikował i napisał tak: Czy ZUS, czy OFE, nasze emerytury są gwarantowane przez państwo. A to czy będą głodowe, czy godne, zależy od nacisku społeczeństwa na to państwo. Na tym polega demokracja. Albo obywatele wywalczą sobie godne emerytury, albo emerytury będą głodowe.
Na pewno OFE nie przybliża nas do godnych emerytur. Dla instytucji finansowych to żyła złota. Czy OFE pomnażają nasz kapitał, czy go tracą i tak potrącają sobie prowizję, która jest niezależna od wyników finansowych. Takiego biznesu nikt bez walki nie odda.
OFE dobrze robi instytucjom finansowym, skutki dla budżetu państwa są dokładnie odwrotne. W 1999 roku, przed wprowadzeniem OFE dług publiczny wynosił on 270 mld. Dzisiaj jest to 835 mld. Zatem połowa przyrostu długo, owe 300 mld, to skutek stworzenia OFE.
W 2011 roku ZUS przekazał do OFE 15 mld, a następnie miał miejsce spadek aktywów prawie o 12 mld, czyli te pieniądze nie tylko nie zostały pomnożone, ale prawie w całości stracone. A w 2008 r. przepadło prawie 30 mld zł. Jak widać OFE to też zły interes dla emerytów.
Im szybciej to sobie uświadomimy, tym lepiej dla nas wszystkich. No prawie, wszystkich.